<%@ Language=VBScript %> BEAST OF PREY - DARK MUSIC MAGAZIN  ::  d a r k   a m b i e n t  ::  i n d u s t r i a l  ::  n o i s e  ::  d a r k w a v e  ::  p o w e r    e l e c t r o n i c s  ::  n e o f o l k

WERSJA POLSKA
 
 
:: NEWS::
:: EVENTS ::
:: REVIEWS ::
:: INTERVIEWS ::
:: ARTYKUŁY ::
:: GALLERY ::
:: MAGAZINE ::
:: REPORTS ::
:: PLEBISCITE::
:: LINKS ::
:: CONTACT ::
 
  :: R E P O R T S ::  
  *************************************************************  
     
   
 

NORTHAUNT / SVARTSINN / ABANDONED ASYLYM
POZNAŃ 25.08.2007

 
     

Koncerty organizowane przez Wrotycz Records to zawsze ważne dla mnie wydarzenie .
Iwona i Szymon świetnie dobierają artystów, poza tym wszystko przebiega bardzo dobrze pod względem organizacyjnym.
Zdążyłam się już przyzwyczaić do faktu, że na koncerty tego typu nie przychodzą tłumy. I tym razem było kameralnie - a szkoda. Imprezę poprzedziła projekcja video, przedstawiająca szamański rytuał fińskiej formacji HALO MANASH pochodząca z dvd " In 4 Elements". Dwoje szamanów w wielkim skupieniu wydobywało dźwięki z prostych instrumentów. Pocierali misy, uderzali w dzwonki.... Przy pewnej dozie skupienia można było niemal namacalnie poczuć rodzącą się wibrację. Rytuał zakończył się symbolicznym wejściem szamanów do wody. Ten trzydziestominutowy seans wprowadził publiczność w odpowiedni nastrój i uwrażliwił na mistyczny wymiar dźwięku.
Po krótkiej przerwie na scenie zainstalował się polski jednoosobowy projekt Abandoned Asylum. Przyznam, że wcześniej słyszałam tylko kilka utworów tego wykonawcy. Występ wypadł całkiem interesująco. Salę zalały dźwięki lekko przydymione, mroczne, refleksyjne. I choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, że Dani jest z Łodzi, to jego muzyka przywiodła mi na myśl właśnie industrialne piękno miejsca takiego, jak to miasto. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że słuchając tych dźwięków zaczyna ogarniać mnie nostalgia.. Występ trwał nie za długo, ani nie za krótko - myślę, że wypadło naprawdę nieźle.
Krótka przerwa, chwila na podzielenie się refleksjami ze znajomymi i na scenie pojawia się pierwszy gość z Norwegii - Jan Roger Pettersen - czyli Svartsinn. Dość niepozorny pan w okularach, sprawiający wrażenie skromnego i spokojnego. I choć przyznam, że z największą niecierpliwością czekałam na Northaunt, to występ Svartsinn niesamowicie mnie uwiódł. Roger zaprezentował materiał z bardzo dobrego krążka "Traces of Nothingness". Materiał był na tyle dobrze dobrany, że bez problemów udało mi się zatopić w tej muzyce, zapominając o wszystkich kablach i laptopie, które zawsze strasznie rozpraszają. Na pochwałę zasługują też wizualizacje towarzyszące występowi. Stworzyły one iście lynchowski klimat, potęgując działanie muzyki .
Była to muzyczna podróż w głąb umysłu, momentami niepokojąca, momentami oczyszczająca. W pewnej chwili klimat stawał się nieco klaustrofobiczny, by po chwili dźwięki stały się niesamowicie przestrzenne. Bardzo inspirujący występ.
Po Svartsinn nastąpiła nieco dłuższa przerwa i na scenie pojawił się dobry przyjaciel Rogera: Haerleif Langas z Northaunt. Okazał się bardzo sympatycznie wyglądającym mężczyzną z długim, rudawym warkoczem. Ten kolejny Norweg związany obecnie z Cyclic Law to jeden z najlepszych twórców z tego kręgu, a płyta "Barren Land " stała się jedną z moich ulubionych płyt słuchanych po zmierzchu. Choć nie słyszałam jeszcze nowej płyty "Horizons", to wydaje mi się, że pojawiło się sporo utworów pochodzących właśnie z tego krążka. Całość była trochę bardziej mroczna, surowa i hipnotyczna, niż dźwięki, do których można się było przyzwyczaić na poprzednich płytach. Artysta co jakiś czas sięgał po gitarę elektryczną przełamując barierę surowej elektroniki, co bardzo korzystnie wpłynęło na występ. Pojawił się również wcześniejszy materiał.
Muzyka Northaunt jest przepełniona duchem nordyckiej przyrody. Słuchając dźwięków sączących się z głośników można było przenieść się w wyobraźni do surowej, pięknej, ale i mrocznej krainy fiordów i lasów. Niestety, nie udało mi się wtopić w dźwięki Northaunt tak samo, jak podczas wsłuchiwania się w jego płyty w domu, ale to już prawdopodobnie moja wina. Byłam już trochę zmęczona i ciężko było mi się skupić. Z drugiej strony, czegoś mi cały czas brakowało podczas jego koncertu.. Artysta zagrał najdłużej, a publiczności wciąż było mało. Słyszałam zdziwione głosy, że to już koniec.
Podsumowując, uważam koncert za udany. Artystom udało się stworzyć ciekawy klimat, a zgaszone światła i świeczki oświetlające jedynie stół, przy którym stali wykonawcy wytworzyły bardzo kontemplacyjny nastrój. Pomimo tego, że wszyscy twórcy grali dark ambient, udało się zbudować trzy różne kreacje i zróżnicowane, przeplatające się nastroje.
Kolejny udany wrotyczowy koncert. Czekam na następne.

 

 

 

report & photos: Rebelia

     
   
     
       
     
 
© copyright 2007  Wszelkie prawa zastrzeżone. BEAST OF PREY Wydawnictwo Muzyczne 2001 - 2007