|
Koncerty organizowane przez Wrotycz Records to zawsze ważne dla
mnie wydarzenie .
Iwona i Szymon świetnie dobierają artystów, poza tym wszystko
przebiega bardzo dobrze pod względem organizacyjnym.
Zdążyłam się już przyzwyczaić do faktu, że na koncerty tego typu
nie przychodzą tłumy. I tym razem było kameralnie - a szkoda.
Imprezę poprzedziła projekcja video, przedstawiająca szamański
rytuał fińskiej formacji HALO MANASH pochodząca z
dvd " In 4 Elements". Dwoje szamanów w wielkim skupieniu
wydobywało dźwięki z prostych instrumentów. Pocierali misy,
uderzali w dzwonki.... Przy pewnej dozie skupienia można było
niemal namacalnie poczuć rodzącą się wibrację. Rytuał zakończył
się symbolicznym wejściem szamanów do wody. Ten
trzydziestominutowy seans wprowadził publiczność w odpowiedni
nastrój i uwrażliwił na mistyczny wymiar dźwięku.
Po krótkiej przerwie na scenie zainstalował się polski
jednoosobowy projekt Abandoned Asylum. Przyznam, że
wcześniej słyszałam tylko kilka utworów tego wykonawcy. Występ
wypadł całkiem interesująco. Salę zalały
dźwięki
lekko przydymione, mroczne, refleksyjne. I choć jeszcze wtedy nie
wiedziałam, że Dani jest z Łodzi, to jego muzyka przywiodła mi na
myśl właśnie industrialne piękno miejsca takiego, jak to miasto. W
pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że słuchając tych dźwięków
zaczyna ogarniać mnie nostalgia.. Występ trwał nie za długo, ani
nie za krótko - myślę, że wypadło naprawdę nieźle.
Krótka przerwa, chwila na podzielenie się refleksjami ze znajomymi
i na scenie pojawia się pierwszy gość z Norwegii - Jan Roger
Pettersen - czyli Svartsinn. Dość niepozorny pan w
okularach, sprawiający wrażenie skromnego i spokojnego. I choć
przyznam, że z największą niecierpliwością czekałam na Northaunt,
to występ Svartsinn niesamowicie mnie uwiódł. Roger zaprezentował
materiał z bardzo dobrego krążka "Traces of Nothingness". Materiał
był na tyle dobrze dobrany, że bez problemów udało mi się zatopić
w tej muzyce, zapominając o wszystkich kablach i laptopie, które
zawsze strasznie rozpraszają. Na pochwałę zasługują też
wizualizacje
towarzyszące występowi. Stworzyły one iście lynchowski klimat,
potęgując działanie muzyki .
Była to muzyczna podróż w głąb umysłu, momentami niepokojąca,
momentami oczyszczająca. W pewnej chwili klimat stawał się nieco
klaustrofobiczny, by po chwili dźwięki stały się niesamowicie
przestrzenne. Bardzo inspirujący występ.
Po Svartsinn nastąpiła nieco dłuższa przerwa i na scenie pojawił
się dobry przyjaciel Rogera: Haerleif Langas z Northaunt.
Okazał się bardzo sympatycznie wyglądającym mężczyzną z długim,
rudawym warkoczem. Ten kolejny Norweg związany obecnie z Cyclic
Law to jeden z najlepszych twórców z tego kręgu, a płyta "Barren
Land " stała się jedną z moich ulubionych płyt słuchanych po
zmierzchu. Choć nie słyszałam jeszcze nowej płyty "Horizons", to
wydaje mi się, że pojawiło się sporo utworów pochodzących właśnie
z tego krążka. Całość była trochę bardziej mroczna, surowa i
hipnotyczna, niż dźwięki, do których można się było przyzwyczaić
na poprzednich płytach. Artysta co jakiś czas sięgał po gitarę
elektryczną przełamując barierę surowej elektroniki, co bardzo
korzystnie wpłynęło na występ. Pojawił się również wcześniejszy
materiał.
Muzyka
Northaunt jest przepełniona duchem nordyckiej przyrody. Słuchając
dźwięków sączących się z głośników można było przenieść się w
wyobraźni do surowej, pięknej, ale i mrocznej krainy fiordów i
lasów. Niestety, nie udało mi się wtopić w dźwięki Northaunt tak
samo, jak podczas wsłuchiwania się w jego płyty w domu, ale to już
prawdopodobnie moja wina. Byłam już trochę zmęczona i ciężko było
mi się skupić. Z drugiej strony, czegoś mi cały czas brakowało
podczas jego koncertu.. Artysta zagrał najdłużej, a publiczności
wciąż było mało. Słyszałam zdziwione głosy, że to już koniec.
Podsumowując, uważam koncert za udany. Artystom udało się stworzyć
ciekawy klimat, a zgaszone światła i świeczki oświetlające jedynie
stół, przy którym stali wykonawcy wytworzyły bardzo kontemplacyjny
nastrój. Pomimo tego, że wszyscy twórcy grali dark ambient, udało
się zbudować trzy różne kreacje i zróżnicowane, przeplatające się
nastroje.
Kolejny udany wrotyczowy koncert. Czekam na następne. |
|