|
Wyjątkowy początek
jesieni zafundowała nam ekipa Wrotycz Rec. & Apostazja. Zaledwie
trzy tygodnie wcześniej mieliśmy okazję podziwiać genialny koncert
mistrzów ze SPIRITUAL FRONT, a tymczasem Iwona i Szymon
przygotowali kolejną niespodziankę dla wszystkich fanów mrocznej i
tajemniczej muzyki w postaci sprowadzenia do Poznania trzech
projektów nagrywających dla jednej z ciekawszych wytwórni -
kanadyjskiej Cyclic Law.
Co prawda trasa koncertowa po Europie ułożyła się tak a nie
inaczej, że impreza w Poznaniu została zorganizowana w
poniedziałek, czyli w dzień co to dużo ukrywać mało sprzyjający
przede wszystkim frekwencji, co niestety było widać 9 października
w klubie Piwnica 21, przez co koncert bardziej przypominał
kameralne spotkanie niż jedyny w Polsce występ jednego z bardziej
fenomenalnych projektów czyli KARJALAN SISSIT.
Po przywitaniu i tradycyjnych towarzyskich pogawędkach o muzyce i
nie tylko oraz przejrzeniu stoiska z płytami - a wierzcie mi
że oczy mogły naprawdę zaboleć od znakomitych pozycji udaliśmy się
pod scenę aby podziwiać pierwszy występujący tego wieczora
projekt. Rozpoczął GUSTAF HILDEBRAND,
człowiek nawiasem mówiąc bardzo sympatyczny, tworzący wcześniej
pod nazwą LITHIVM, obecnie nagrywający dla Cyclic Law. Twórca
zaprezentował nam muzycznie, to co możemy znaleźć na dwóch płytach
"Starscape" oraz "Primordial Resonance", a więc podróż w bardzo
mroczne i tajemnicze dark ambientowe rejony. Było zatem
tajemniczo, duszno, mrocznie i posępnie. Bardzo ponure dźwięki
generowane przez GUSTAF HILDEBRAND w
połączeniu
z dymem wypełniającym salę sprawiały, iż zostaliśmy wciągnięci w
bardzo hipnotyczny i pełen mroku klimat. Mnie jednak osobiście
czegoś tu zabrakło, czegoś, co wbiło by mnie w podłoże. Absolutnie
nie można powiedzieć, że był to nieudany występ, gdyż było całkiem
nieźle, no ale właśnie: nieźle a nie rewelacyjnie, co sprawiło, że
zostałem nieco uśpiony podczas wystepu tego szwedzkiego artysty.
Po krótkiej przerwie na scenie zainstalował się szef i mózg firmy
Cyclic Law - Frederic Arbour, tworzący jednocześnie pod nazwą
VISIONS. Muzycznie podobnie jak w przypadku GUSTAF HILDEBRAND,
a więc mroczny dark ambient na maksa, ale jednocześnie w moim
przekonaniu (i nie tylko) o wiele lepiej niż poprzedni projekt.
Frederic zaciągnął nas wszystkich w kosmiczną podróż przez
pełne tajemniczości i mroku rejony. Zapalone świece na scenie w
połączeniu ze znakomitą, dark ambientową muzą wytwarzały genialny
klimat, który sprawił iż prawie wszyscy zostali oczarowani i
zahipnotyzowani występem Frederic'a. Bez dwóch zdań jeden z
najlepszych dark ambientowych koncertów przez co czapki z głów
przed VISIONS!
Jednak to nie VISIONS ani GUSTAF HILDEBRAND byli "gwiazdami"
wieczoru. Oto bowiem wraz z tymi grupami zawitał do Poznania jeden
z genialniejszych projektów z nurtu martial / industrial -
KARJALAN SISSIT. Lider Markus Personen w koszulce Bathory,
czarnej skórze, dzierżący niemal przez cały czas w dłoni butelkę
znakomitej, polskiej "Luksusowej" robił naprawdę niebywałe
wrażenie. Wraz z Markusem na scienie towarzyszyli mu ponadto
panowie Mikael Lindblom z Sub Luna, oraz D.F.Bragman. Po krótkim
intro, zaczęło się po prostu piekło na scenie, które ogarnęło
chyba wszystkich tego wieczora! Oto bowiem Markus z półlitrówką w
jednej dłoni i piwem w drugim z groźnym obliczem na twarzy niczym
na black metalowym koncercie opętał wszystkich pod sceną. Już
pierwsze dźwięki:
"Taa
On Katastrofi Saatana" sprawiły, iż publika łącznie ze mną
oszalała. Potężne, bombardujące dźwięki oraz wokal Markusa, a
raczej wrzask w połączeniu z szatańskim spojrzeniem zrobiły swoje.
Zacytuje w tym miejscu stojącego obok mnie pod sceną Tom'a (Pozdro!!),
który skwitował występ KARJALAN SISSIT tylko: "O ku...a!!!!!, ja
pier.....le!!!!!" Tak tak, moi mili, nie było absolutnie zmiłuj
się! Nawałnica pod nazwą KARJALAN SISSIT zmasakrowała wszystkich
tego wieczora! Do tego mój ulubiony frontman Markus podchodzący na
brzeg sceny, lejący i częstujący wódką wprost z butelki zmiażdżył
absolutnie każdego. Muzycznie mieliśmy tu kawałki głównie z
najnowszej płyty "Tanssit On Loppu Nyt", ale także poleciało parę
"hiciorów" z poprzednich krążków "Karjalasta Kajahtaa", czy "Miserere".
Kwintesencją występu Szwedów był jednak pan D.F. Bragman, który to
ni stąd i zowąd wpadł na scenę z
gitarą
basową i... jedynie w samej bieliźnie na sobie, przez co wszyscy
zostali kupieni w 100%. Oszaleli pod sceną praktycznie wszyscy, a
ja osobiście poczułem się jak za starych dobrych czasów na
koncertach metalowych. Markus i spółka wywarła niezapomniane
wrażenia, przez co wszyscy ci, którzy nie byli świadkami tego
piekła mogą tylko żałować. Na koniec w ramach podziękowania (a
bisowali chłopaki dwa razy) poleciał genialny "Pig Society" z
płyty "Miserere" i na dobrą sprawę misterium się dokończyło a
ofiara została spełniona. Miazga, miazga i jeszcze raz miazga!!!
Bez dwóch zdań rewelacyjny koncert i mam cichą nadzieję, że
jeszcze dane mi będzie zobaczyć KARJALAN SISSIT na żywca.
To co działo się później, to już zupełnie inna historia i niech
pozostanie to tajemnicą;)
Przy tej okazji należą się WIELKIE słowa uznania dla Iwonki i
Szymona za ich ogromny wniesiony trud i upór w organizację tego
festivalu! Naprawdę wypada nam wszystkim życzyć więcej takich
osób!! Czapki z głów i respect!
Jednocześnie korzystając okazji gorące pozdrowienia kieruje do
Grześka i Merissy, Vladimira, oraz J.W. - Heilige!!!;)
|
|