|
Co roku na początku
wiosny wielbiciele mrocznej muzy spotykają się w Poznaniu, gdzie
dzięki Iwonie i Szymonowi z Wrotycz Records mamy możliwość
podziwiania któregoś z projektów ze stajni Cold Meat Industry. W
tym roku "padło" na COPH NIA - jeden z ciekawszych szwedzkich dark
ambientowych projektów, który ja osobiście bardzo lubię i cenię.
Tak więc po krótkich przywitaniach dawno nie widzianych znajomych
oraz pogaduszkach o tym i owym przenieśliśmy się pod scenę na
pierwszy występujący tego wieczora zespół, a mianowicie poznański
projekt SONDA. Zanim szczegółowo o muzyce, muszę w tym miejscu
poświęcić parę chwil na kwestię frekwencji. Co prawda nie było tak
tragicznie jak podczas Cyclic Law Festival, ale mimo wszystko po
raz kolejny fani zawiedli, czego ja osobiście nie jestem w stanie
już zrozumieć. Ręce dawno mi już opadły, inne członki także... Tym bardziej żenującym jest dla mnie fakt, iż nawet
nie chciało się ruszyć tyłka osobom na co dzień mieszkającym w
Poznaniu, a niestety miało to miejsce - hańba!
Nie warto jednak zaprzątać sobie tym głowy, więc skupmy się na
muzyce.
Całość rozpoczął wspomniany już wcześniej projekt SONDA -
trzech wielkich maniaków i fascynatów analogowej muzyki. Miałem
okazję widzieć ów grupę rok temu na MaschinenGeSchrei, jednak
wówczas był to praktycznie inny projekt prezentujący muzykę
zdecydowanie odmienną od dzisiejszej. Może występ Ra/Dara i spółki
nie był zbytnio efektowny, ot po prostu chłopaki stali skupieni za
swoim sprzętem i tyle, ale mimo to ich koncert można uznać za
naprawdę całkiem udany. Dość ciężko jednoznacznie sklasyfikować
dźwięki, które serwowała na SONDA, najprościej określić muzykę
chłopaków mianem "analogowa elektronika", ale podejrzewam, że
wielu osobom ta terminologia może wydawać się dość obca. Całość
była urozmaicona, raz z głośników wydobywały się mroczne, nieco
psychodeliczne dźwięki uzupełniane o sample z jakimiś
przemówieniami na temat choroby psychicznej. Dalej było o wiele
bardziej elektronicznie, zwłaszcza w drugiej części występu SONDY,
gdzie z głośników płynęły rytmiczne, elektroniczne i nieco
pokręcone dźwięki. Momentami, gdy muzyka przeszła w bardziej
pulsujące, kosmiczne odgłosy na myśl przyszedł mi BAD SECTOR z
"Kosmodrom", dzięki czemu w pełni przekonałem się do twórczości
SONDY. Ogólnie jak na pierwszy tak poważny koncert wyszło całkiem
nieźle i jestem pełen dobrej nadziei co do tego projektu.
Po krótkiej przerwie na scenie zainstalowali się panowie z COPH
NIA. Przyznam się bez bicia, że byłem pełen obaw czy czasami
Aldenon nie wystawi laptopa na stolik i na tym będzie polegał cały
"koncert", ale na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione,
gdyż całość wypadła rewelacyjnie. Obok Aldenona na scenie pojawił
się także Linus stojący za perkusją, dzięki której muzyka nabrała
jeszcze większej mocy. "Posypało" się wiele znakomitych
kawałków
zarówno z "That Which Remains", "Shape Shifter" jak i sporo nowych
utworów podejrzewam z dopiero co wydanej płyty "The Dark Illuminati...". Sam
Aldenon prezentował się bardzo efektownie - w rewelacyjnych
kolczykach (Love!), z intrygującym wyrazem twarzy wprowadzał
wszystkich w okultystyczne misterium. Czasami z dziwną gitarą
basową (?) niczym z lat 80-tych, oraz pewnym dziwnym instrumentem,
którego nawet nie potrafię nazwać. Do tego rzecz jasna głęboki,
niski wokal, który kapitalnie współgrał z mrocznymi dźwiękami.
Cały koncert wypadł bardzo udanie, czego efektem były aż trzy
bisy, przez co cała załoga COPH NIA była nie lada zaskoczona
reakcjami publiki, którą dzielił i rządził Aldenon. Na koniec
poleciał genialny "Holy War" EP-ki pod tym samym tytułem, który notabene zabrzmiał dwa razy
tego wieczora i nie łatwo zgadnąć jaka była reakcja publiczności,
wśród której również piszący te słowa wydzierał się wspólnie z
wokalistą COPH NIA w refrenie - "HOOOLYYYY WAAAAAAAR". Krótko mówiąc występ jak
najbardziej rewelacyjny, który zapewne utkwi w pamięci wielu osób,
które były obecne tego wieczora
w "Piwnicy 21" jak również
podejrzewam utkwi w pamięci samych Szwedów. Niech żałują ci
wszyscy, którzy woleli siedzieć w domu, bo ominęła ich naprawdę
prawdziwa mroczna, okultystyczna uczta.
Jedna uwaga na zakończenie. Po koncercie na scenie zainstalował
się Jacup_H prezentujący swój set podczas tzw. After Party i
niestety pod sceną zostało może z 5 osób! Wszyscy woleli się
rozejść albo siedzieć w drugim końcu sali przy stolikach podczas
gdy Jakub dwoił się i troił za deckami. Pozostawię też bez
komentarza opinię niektórych osób twierdzących, jakoby muzyka,
którą prezentował Jakub kompletnie nie pasowała do imprezy i była
pozbawiona ładu i składu... A powiem tylko, że m.in. poleciał
genialny DER BLUTHARSCH, KREPULEC, BRANDKOMMANDO oraz cała masa
świetnej muzy. HAŃBA!!! Przy okazji pozdrowienia i szacunek dla
pewnego starszego pana, który pod koniec setu Jakuba stał pod samą
sceną wsłuchując się w Blutharsch'a oraz podziwiając film na temat
bomby atomowej - respect i love!:)))
Konkludując, cała impreza 22 kwietnia jak najbardziej mogła się
podobać, organizacja przebiegła bezszwankowo - jak zawsze w
przypadku koncertów przygotowanych przez Wrotycz i wypada tylko
czekać na kolejne inicjatywy Iwony i Szymona. Krótko mówiąc kto
nie był ma czego żałować.
|
|