|
Na to wydarzenie czekałam od dawna z wielka niecierpliwością.
W końcu nieczęsto można usłyszeć w Poznaniu jednej nocy aż tak
wiele fantastycznych dźwięków. Nawet towarzystwo grypy nie zdołało
zmienić moich planów i wreszcie zjawiłam się w Piwnicy 21.
Zdawać się mogło, że nie będzie to najlepsze miejsce na tego typu
festiwal, jednakże musze przyznać, że nie odczulam żadnego
dyskomfortu związanego z tą lokalizacją.
Jako pierwszy na scenie pojawił się poznański projekt SONDA.
Słyszałam
już ich kilka razy na żywo i zawsze robili na mnie bardzo dobre
wrażenie. Tym razem jednak trochę brakowało mi urozmaicenia
materiału. Ci, którzy słyszeli ich przed koncertem Coph Nia mogli
się poczuć zawiedzeni z racji tego, że zestaw utworów niewiele
różnił się od tego, co wówczas zaprezentowali. Pomimo tego uważam,
że jest to jeden z ciekawszych polskich projektów z kręgu
analogowej elektroniki, tworzą muzykę na wysokim poziomie, w
której znajdziemy zarówno tajemnicze i niepokojące dźwięki, jak i
dynamiczną elektronikę.
Chwila
przerwy i na scenie pojawia się czwórka chłopaków w mundurach,
czyli czołowy polski projekt militarny – KRĘPULEC. Jako, że
był to ich pierwszy występ na żywo wszyscy byliśmy niesamowicie
ciekawi jak wypadną.
Wystąpili w składzie: Przemek Cackowski, Infamis, Tomek Lewicki i
Marcin - [Haven], zagrali specjalnie przygotowany na tą okazję
trzydziestominutowy materiał "Europa".
I co tu dużo mówić, występ wypadł po prostu świetnie. Utwory, w
których dominowały rewelacyjnie brzmiące kotły przeplatane były
spokojniejszymi kawałkami z gitarami i wokalem Przemka. Było
wzniośle, bardzo
dynamicznie,
wręcz z rock’n’rollowym zacięciem, a całość przesiąknięta zastała
patriotycznym duchem. Totalnym hitem festiwalu stała się
przyśpiewka "Pije Kuba do Jakuba", przy której aż same nogi rwały
się do tańca. Myślę, że po tym koncercie spokojnie możemy
stwierdzić, że Polacy nie gęsi, też swój militarny projekt mają i
to taki z którego możemy być w pełni dumni.
Kolejna przerwa i czas na pogawędki ze znajomymi.
Jako następna zaprezentowała się grupa BRASIL & THE
GALLOWBROTHERS BAND.
Klimat na sali radykalnie się zmienił. Z głośników zaczęły sączyć
się leniwe, spokojne dźwięki. Na początku pojawiły się elementy
dubu, ambientu i
egzotycznych
zmysłowych rytmów, później muzyka stała się trochę bardziej
monotonna. Generalnie uważam ten występ za udany, choć moim
zdaniem był trochę za długi.
Chwilę później wystąpił MIRT, czyli osoba również związana
z Brasil. Klimatycznie była to muzyka całkiem zbliżona do
poprzedników, choć bardziej minimalistyczna i surowa.
Interesujący występ, jednak tego typu muzyki najlepiej słucha się
leżąc wygodnie na kanapie w domowym zaciszu.
Po Mircie pojawiła się pierwsza wielka gwiazda festiwalu, czyli
NAEVUS. Wystąpili w
skromnym
składzie - Lloyd James na gitarze i wokalu oraz drobna,
urocza Joanne Owen na basie. Myślę, że występ zadowolił
większość entuzjastów grupy. Zagrali dość długo, pojawiły się
utwory z płyt "Behaviour" i "The Body Speaks", m.in. "Visions,
Rushed", " Don't boil" i "Oracle,Oracle".
Kolejna przerwa i wreszcie doczekałam się mojego ulubionego AIT!
na scenie pojawiły się kalekie manekiny tworzące niesamowity,
iście belmerowski klimat. Mało jest postaci tak wyrazistych i
charyzmatycznych jak Tairy. Rozpoczął utworem "Uno
spettacdo Adullto", później pojawiła się większość utworów z "Romanticismo
Oltranzista" i to w kolejności również znanej z albumu.
Wykonał
też parę utworów starszych, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ
uważam, że poprzednie albumy są równie ciekawe. Przy "Dio" Tairy
sięgnął po wielki drewniany różaniec, którym zaczął się bawić,
rzucając nim na koniec na ziemię.
Palił papierosa za papierosem, pociągając z butelki złocisty
trunek. Przy "Il Mondo e'Mort" już nie dało się stać w miejscu i
publiczność pod sceną zaczęła szaleć:) Zakończył utworem "Donna"
przy którym "znęcał" się nad manekinem. Szkoda tylko, że nie
pojawiły się żadne instrumenty i że nagłośnienie nie było
najlepsze, jednak i tak występ zrobił na mnie piorunujące wrażenie
i na długo pozostanie w mojej pamięci.
Apostazja Festiwal okazał się rewelacyjnym muzycznym wydarzeniem,
o którym zapewne będzie się jeszcze długo mówić.
Gratuluje organizatorom i mam nadzieje, że coraz częściej będą
miały miejsce tego typu koncerty. |
|