ENGLISH VERSION
 
 
:: NOWOŚCI ::
:: KONCERTY ::
:: RECENZJE ::
:: WYWIADY ::
:: ARTYKUŁY ::
:: GALERIA::
:: MAGAZYN ::
:: RELACJE ::
:: KONKURSY ::
:: PLEBISCYT ::
:: LINKI ::
:: KONTAKT ::
 
 
:WSPÓŁPRACA:
BEAST OF PREY LABEL
......................
BEAST OF PREY ART
::::::::::::::::
 
 
 
PARANOIA INDUCTA Dyskografia:
 
 
"The Unholy Place"
CDR'03
Foreshadow Prod.
 
 
 
"In Other Words"
3''CDR'04 - split z NIEGRZECZNA PENSJONARKA
Beast Of Prey
 
 
 
"Sanctified Destruction"
CDR'04
Beast Of Prey
 
 
 
"Body and Steel"
3''CDR'05 - split z MOAN
Beast Of Prey
 
 
 
V/A "The Four Horsemen of the Apocalypse"
CD'05 - split z MELEK-THA, INSUFFER, LEICHE RUSTIKAL
War Office Propaganda
 
 
 
Kontakt:
www.paranoia-inducta.com
info@paranoia-inducta.com
......................
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
       
 

PARANOIA INDUCTA jest bez wątpienia jednym z najciekawszych projektów w naszym kraju tworzącym muzykę z gatunku zimno industrialno - noise'owych klimatów. Każdy materiał tego jednoosobowego projektu posiada swój specyficzny charakter i urok. Zapraszam więc do przeczytania co miał do powiedzenia człowiek odpowiedzialny za PARANOIA INDUCTA - Anthony Armageddon Destroyer.

   
..........................................................................................................
     
       
 

T.L.: Witaj Anthony! Na początku pytanie dość oczywiste, ale zdradź jak rozpoczęła się Twoja przygoda z "muzyką" industrialno – noise’ową i pochodnymi oraz jak doszło do powstania PARANOIA INDUCTA?

   
 

ADestroyer: "Witaj. Pierwsze moje spotkanie z dźwiękami tego typu odbyło się już dość dawno. Ma pamięć ledwo sięga w tamte zamierzchłe czasy, strawione już prawie doszczętnie rdzą i okryte gęstymi wyziewami zapomnienia. :-)
Myślę, że gdzieś na samym początku lat 90 ubiegłego wieku, trafiła do mnie kaseta z nagraniami nie znanego mi wtedy bluźnierczego zespołu MZ.412. Moja konfrontacja z tą muzą wywołała pewien proces, reakcję, której już nie sposób było zatrzymać ani kontrolować. Ta inicjacja była szokiem, bólem, ekstazą a jednocześnie otwarciem zupełnie nie znanych rejonów, odsłonięciem zupełnie nowej przestrzeni, totalnie innego wymiaru. Było to tak chore, odrażające, brutalne a jednocześnie tak piękne i wciągające.
Powoli, zupełnie nieświadomie rozpoczął się wtedy we mnie całkiem nowy etap postrzegania rzeczywistości. Poszukiwanie zaś podobnych „klimatów” spowodowało nie tylko chęć do „połykania” i „trawienia” kolejnych płyt, ale też zrodziło nieodparte pragnienie własnego eksperymentowania. W rezultacie po wielu latach ewolucji zainteresowanie przybrało materialną formę projektu Paranoia Inducta."

   
 

Czym jest dla Ciebie muzyka industrialna, jakie wartości starasz się przekazać i skąd czerpiesz inspiracje?

   
  "Muzyka industrialna to głos, oddech, szloch, śmiech i płacz naszego technokratycznego świata. Świata bezmyślnych maszyn, ślepej techniki i coraz bardziej odhumanizowanych istot.  Nie staram się nic przekazywać, udowadniać, przestrzegać, pouczać. Nie jest to moją życiową misją. Nie mam aspiracji bycia wyrocznią, czyimś nauczycielem czy guru. Chcę jedynie pokazywać to co dzieje się wokół nas bez żadnych ubarwień, upiększeń, retuszu i „makijażu”. To czego większość ludzi już nie dostrzega oślepiona blichtrem ułudy i mirażem nierealności. Muzyka jaką wypełniam krążki jest tylko skondensowanym, wysterylizowanym i bardzo skontrastowanym obrazem rzeczywistości.
Inspiracji jest aż nadto. Wystarczy wyjść na ulicę, otworzyć okno, włączyć odbiornik telewizyjny, przeczytać gazetę. Na każdym kroku spotyka nas  nieskończenie wiele sytuacji wartych głębszego poznania czy uważnej obserwacji lub analizy. Wszystko dookoła ogarnia coraz większe szaleństwo i obłęd."
   
  Jak zatem powinniśmy rozumieć nazwę PARANOIA INDUCTA?    
  „Paranoia Inducta czyli obłęd udzielony. Należy do tak zwanych psychoz indukowanych, których mechanizm wiąże się ze wzmożoną sugestywnością i obniżeniem krytycyzmu osób zwykle związanych emocjonalnie (np. z liderami partii, przewodnikami duchowymi). Zdarza się że u takich osób mogą wystąpić objawy zbliżone lub identyczne do obserwowanych. Choroba psychiczna charakteryzująca się logicznie usystematyzowanymi urojeniami stopniowo pogłębiającymi się, bez większych zmian osobowości  i bez osłabienia intelektu." Wydaje mi się, że nic więcej nie trzeba chyba tutaj dodawać. Nazwa jak najbardziej według mnie adekwatna do naszych współczesnych „chorych” czasów i wręcz idealna do „chorych” dźwięków  które tworzę."    
  Pierwszym materiałem w Twoim dorobku pod szyldem P.I. był  "The Unholy Place". Jak dziś z perspektywy czasu oceniasz ten krążek?    
  „The Unholy Place” zawiera materiał archiwalny, „reanimowany” i przywrócony do „życia” za sprawą sampli i fragmentów utworów, po moich pierwszych zarejestrowanych nagraniach, które uległy nieodwracalnej „zagładzie”. Został on w miarę wiernie odtworzony
i poskładany. Nie ma tutaj co ukrywać że jest na nim sporo niedoskonałości, zarówno pod względem technicznym jak i czysto muzycznym. Obecnie wydaje się wręcz jakby archaiczny, ale tak jak wspomniałem, są to jedne z pierwszych moich nagrań. Podczas pracy nad nimi poznawałem dopiero tajniki i sekrety związane z „tworzeniem” i „obrabianiem” muzyki. Całość zaś została zarejestrowana i stworzona przy pomocy już tak zabytkowego i prawie prehistorycznego „urządzenia” jak AVE 64. Nie mniej uważam, że jest w jakiś bliżej nieokreślony sposób intrygujący. Ma w sobie potężną dawkę nieobliczalności, nieskrępowanej wściekłości i brutalności.
Być może zostanie on jeszcze kiedyś przeze mnie ponownie nagrany na lepszym sprzęcie."
   
  Jak w ogóle doszło do Twojej współpracy z Foreshadow, jesteś zadowolony z efektu końcowego?    
  "Do wydania płyty w Foreshadow doszło bardzo banalnie. Szukałem po prostu labela, który byłby chętny do wypuszczenia „The Unholy Place” i otrzymałem konkretną propozycję, którą przyjąłem.
Co do samej współpracy to nie mam większych zastrzeżeń. Jedynym poważniejszym niedociągnięciem był praktycznie brak promocji. Aruzz to przede wszystkim fan metalu i mimo otwarcia na inne gatunki traktuje je trochę po macoszemu. Nie mniej cieszy mnie fakt, że nie jest on więźniem jednego określonego stylu, a daje szansę na zaistnienie projektom i zespołom tworzącym bardzo zróżnicowaną i różnorodną muzykę."
   
  Od dłuższego czasu jesteś związany z labelem Beast Of Prey, w którym to wyszło kilka materiałów PARANOIA INDUCTA. Jak współpracuje Ci się z Infamisem?    
  "Uściślając, na dzień dzisiejszy nie jestem związany z żadnym wydawnictwem. Nie mam podpisanych żadnych „papierów” dotyczących jakiejś długoterminowej kooperacji.
Jeśli zaś  chodzi o Beast Of Prey, to współpracuje mi się z tym labelem wspaniale, wręcz rewelacyjnie. Mogę tylko wyrażać się w samych superlatywach i komplementach. Wszystko, absolutnie wszystko jest traktowane tam w pełni profesjonalnie i poważnie. Każdy szczegół jest dopracowany , przemyślany i zaplanowany, co w rezultacie daje obu stronom pełny komfort psychiczny i stwarza grunt do wydawania produkcji na najwyższym poziomie.
Z wszystkich (mogę to stwierdzić bez sekundy zawahania) płyt wydanych w BOP jestem w pełni, w stu procentach zadowolony i usatysfakcjonowany końcowym rezultatem jaki udało się osiągnąć (mam cichą nadzieję że coś jeszcze razem „zmajstrujemy”).
Osobiście mam wielki szacunek dla Infamisa za pracę, którą  wykonuje i duży dług wdzięczności. Jak by nie patrzeć, to przecież dzięki niemu PI  zawdzięcza to, że zaistniała na scenie antymuzy (i myślę że parę innych projektów także). Infamis nie tylko wydaje muzykę, promuje zespoły, ale propaguje całą „kulturę” industrialną. Określiłbym nasze wzajemne stosunki na bardziej przyjacielskie, niż tylko czysto partnerskie.
Podsumowując, BOP dla mnie jest bezapelacyjnie numerem jeden jeśli chodzi o podziemne niezależne wydawnictwa w tym kraju."
   
  Czy uważasz, że niekonwencjonalne wydanie płyty oraz niski limit jeszcze bardziej ją uatrakcyjnia?    
  "Jak najbardziej tak. Mały nakład powoduje przede wszystkim że płyta trafia do bardzo „określonego”, wręcz śmiem twierdzić „świadomego” odbiorcy, który wie czego poszukuje. Poza tym, niekonwencjonalne wydania są ozdobą w zbiorze każdego kolekcjonera. Wynika to z ich nieszablonowości, niebanalności i unikalności. Każde takie wydawnictwo ma bardzo indywidualny charakter.
Istotniejsze i ważniejsze wszakże jest jednak to, że ich forma, wygląd, użyty materiał, ich cała „konstrukcja” sprawia iż są  jakby materialnym, fizycznym dopełnieniem zawartej muzyki. Takie płyty inaczej są odbierane. Inaczej się ich słucha.
Z drugiej zaś strony (idealnych rozwiązań niestety nie ma w nie idealnym świecie) mniej znany zespół „wypuszczający” materiał w niskim limitowanym nakładzie, ma raczej małe szanse na dotarcie do większego grona słuchaczy. Złotym środkiem (jaki jest coraz częściej na szczęście praktykowany) jest wydawanie specjalnych limitowanych edycji oraz „normalnych” krążków w dużo większym nakładzie."
   
  Ostatnim jak na razie pełnym albumem w dorobku P.I. jest „Sanctified Destruction”. Jak dla mnie jest to płyta w znacznym stopniu dopracowana i mocniejsza od debiutu. Zgodzisz się z taką opinią?    
  "Jak najbardziej. Tak jak wspomniałem już wczesniej, pierwsza płyta była praktycznie rekonstrukcją moich najwcześniejszych nagrań zarejestrowanych na sprzęcie tak wiekowym, że dziś już prawie nie znanym i jakby nie było nie przystosowanym do pracy z muzyką.
”Sanctified Destruction” jest zdecydowanie bardziej dopracowanym i znacznie dojrzalszym materiałem zarówno pod względem czysto muzycznym jak i technicznym. Oprócz mojego lepszego opanowania (okiełzania) wirtualnych instrumentów i „gadżetów”, niebagatelny wpływ miały też lepsze co najmniej o klasę urządzenia rejestrujące, które w znacznej mierze przyczyniły się do uzyskania zupełnie niezłego brzmienia, a w efekcie do poprawienia jakości całej produkcji. Muszę przyznać że jestem całkowicie zadowolony i usatysfakcjonowany tym materiałem."
   
  W tak zwanym „międzyczasie” wziąłeś udział także w splitach z NIEGRZECZNĄ PENSJONARKĄ oraz z MOAN. Skąd pomysł na tego typu wydawnictwa i przy okazji jak oceniasz oba krążki?    
  "W jak to nazywasz międzyczasie PI znalazło się na kilku splitach. Chronologicznie pierwszym tego typu wydawnictwem była płyta kompilacyjna zatytułowana – „Forsee The Shadows vol.1” (na której znalazł się utwór „Inhuman Dimension”) wydana przez Foreshadow Productions. Płyta (tradycyjnie bez większej promocji) przemknęła zupełnie niezauważalnie, chociaż była zupełnie dobra i mogła wzbudzić spore zainteresowanie. Następnie wydany został przez Beast Of Prey split (którego pomysłodawcą był Infamis) Niegrzeczna Pensjonarka / Paranoia Inducta – „In Other Words”. Wspólnie uszczupliliśmy płytę „Sanctified Destruction” o utwór „Temple Of Exterminations”, który trafił na małą płytkę, będąc przy okazji zapowiedzią dużego materiału PI. Lubię „załogę” Niegrzecznej i jej twórczość, więc chętnie przystałem na ten pomysł, tym bardziej, że utwory bardzo do siebie pasowały. Bardzo fajna płytka.
Kolejnym krążkiem był split z MOAN – „Body & Steel” wydany także przez Beast Of Prey. Była to moja inicjatywa, która zaowocowała niebanalnym wydawnictwem (o fantastycznej oprawie). Projekt Rafała to jeden z najciekawszych przedstawicieli industrialu i udział w tym wspólnym przedsięwzięciu był dla mnie wielkim zaszczytem. Zamieszczony tam utwór „Peine Forte Et Dure” jest zwiastunem zbliżającej się nieuchronnie „apokalipsy” w postaci nowego albumu PI. Fantastyczne wydawnictwo o niesamowicie atrakcyjnej okładce. I ostatnie jak na razie wydawnictwo, poczwórny split „The Four Horsemen Of The Apocalypse” (wypieszczone i wypuszczone przez War Office Propaganda) do udziału w którym zaprosił mnie Robert z WOP (także Rukkanor, Insphera, Insuffer). Pomysł świetny, wielce intrygujący, towarzystwo (Melek-Tha, Insuffer, Leiche Rustikal) znakomite, więc nie trzeba było mnie długo namawiać. Całość na najwyższym poziomie. Wspaniały „rarytas” dla poszukujących przerażających i intrygujących klimatów.
Na koniec podsumowując, dodam tylko, że udział w splitach, kompilacjach czy wspólnych nagraniach przynosi mi oprócz wielkiej satysfakcji, przede wszystkim kolejne doświadczenia dzięki którym mogę się sporo nauczyć."
   
  W jakim kierunku chciałbyś podążać jako PARANOIA INDUCTA? Czy następny album będzie podobny do „Sanctified…” i kiedy możemy się go spodziewać?    
  "Marzy mi się uzyskanie połączenia, swoistej, specyficznej symbiozy czysto industrialno - noise'wych „wyziewów” z symfoniczno - chóralnymi partiami. Lecz są to przede wszystkim dalekosiężne plany i zamiary, które muszą niestety na razie poczekać. Instrumenty dzięki którym mógłbym tego typu zamierzenia zrealizować są poza moim zasięgiem finansowym. Nie chcę natomiast używać w zastępstwie porządnego instrumentarium jakiś namiastek lub odpowiedników, by efekt finalny nie wyszedł po prostu karykaturalny.
Tak naprawdę nie wiem dokładnie sam jaką „drogą” podąży Paranoia. Na pewno zawsze będzie istniał mocny „stalowy”, industrialny szkielet spajający całą „konstrukcję”.
Najnowszy album nie będzie jakimś wielkim krokiem milowym, lecz raczej rozwiniętą kontynuacją poprzedniej płyty. Nareszcie dysponuję profesjonalnym sprzętem, który pozwala mi na bez stresową pracę i uzyskanie odpowiedniego brzmienia. Taka sytuacja daje duży psychiczny „luz”.
Nie wiem jeszcze kiedy ani gdzie się ukaże nowa płyta. W każdym razie jest już praktycznie gotowa. Trwają jeszcze drobne prace „kosmetyczne” i „upiększające”. Potrzeba dosłownie kilku tygodni aby materiał „dojrzał” i przybrał ostateczną formę. Już teraz mogę zdradzić parę szczegółów dotyczących nowego materiału. Zapewne będzie to płyta bardzo kontrowersyjna (a dla niektórych wręcz może i bluźniercza czy prowokacyjna), zatytułowana „Pia Fraus” stanowiąca pierwszą część trylogii „Lux Mundi”. Całość poświęcona jest i zadedykowana wszystkim ofiarom Kościoła Katolickiego. Tym którzy zginęli, zostali zamęczeni, oszukani, upokorzeni, lub byli i są prześladowani. Siedemdziesiąt minut bezkompromisowego Apocalyptic Industrial."
   
  Z jakim odbiorem spotyka się Twoja muzyka? Wśród laików zapewne dominują opinie, iż jest to jeden wielki hałas przypominający wycie odkurzacza…    
  "W zdecydowanej większości docierają do mnie bardzo pozytywne opinie dotyczące mojej działalności. Są to głosy nie tylko recenzentów lub ludzi siedzących w klimatach około ambientalno - industrialnych, ale także tych słuchających zupełnie innej muzyki a otwartych na wszelkie nowe czy niszowe trendy.
Opinie laików mnie nie interesują. Nie mam zamiaru nikogo na siłę przekonywać czy uświadamiać o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy. Jeżeli to co robię jest doceniane i komuś się podoba, to mnie ten fakt tylko bardzo cieszy, lecz jeśli nie, to nie robię z tego żadnej tragedii. Są przecież różne gusta i upodobania. Poza tym mamy także wolny (teoretycznie) wybór. Dla mnie cała „przygoda” (bo raczej w takiej kategorii należy tą działalność rozpatrywać) przysparza mi kupę frajdy, zadowolenia i wręcz samorealizacji. I te właśnie czynniki są dla mnie najważniejsze i najistotniejsze. Jednakże nie zaprzeczam, że pozytywny odbiór mojej muzy jest także niebagatelnym i bardzo istotnym elementem, który bardzo poważnie mnie motywuje do dalszej pracy. Nie oszukujmy się, każdy twórca (nieistotnie w jakiej dziedzinie sztuki) ciekawy jest opinii, reakcji i zdania innych na temat swego „dzieła”.
"
   
  W jaki sposób wygląda proces „komponowania” przez Ciebie muzyki?    
  "Zapewne każdy ma inny, specyficzny, indywidualny sposób pracy. Nie ma tutaj żadnej reguły, żadnego przepisu, ani żadnego schematu postępowania. Czasem wystarczy dosłownie kilka godzin a innym razem potrzeba kilku dobrych miesięcy aby uformował się zadowalający mnie w pełni utwór.
W większości przypadków potrzebny jest mi najpierw jakiś impuls, motyw, temat, który wyzwoli swoistą „reakcję łańcuchową,  zainspiruje. Może to być na przykład artykuł w prasie, sąsiad paranoik, rozlatujący się budynek czy plama rozlanego oleju na asfalcie. Absolutnie wszystko ma swoją wyjątkową, niepowtarzalną, jedyną historię. Nic co nas spotyka, co my spotykamy na swojej drodze nie jest przypadkowe.
Do każdego utworu podchodzę poważnie i staram się być odpowiednio przygotowany „tematycznie”. Najpierw muszę poznać zagadnienie, które mnie zaintrygowało, teoretycznie „wgryzając” się głęboko w temat, korzystając z lektur lub „buszując” i szukając w dostępnych materiałach źródłowych. Pozwala mi to na dokładne „wczucie” się, wręcz identyfikację z sytuacją, którą chcę przedstawić.
Sam zaś proces „komponowania” jest jednocześnie bardzo prosty i żmudny (zbieranie, nagrywanie, obrabianie sampli), a jednocześnie niebywale złożony i podniecający (składania i zgrywanie wszelkich fragmentów w jednolitą całość). Stanowi on dla mnie wręcz duchowe przeżycie kreowania nowego „bytu”, przeistaczania nowej „ulotnej” struktury myśli w materialną  formę. Taka alchemia dwudziestego pierwszego wieku.
"
   
  Swego czasu głośno było o kompilacji „Srpska Krv – A Tribute To Serbian Warriors”, na której to również miała znaleźć się PARANOIA INDUCTA. Czy wiadomo cos więcej o tej płycie i jak w ogóle doszło do Twojego udziału w tym Tribucie?    
  „Srpska Krv” to już zamknięta  sprawa, wiec nie widzę powodów aby do niej wracać. Z tego co się orientuję pomysł (mimo, że ciekawy i interesujący) nie doczeka się realizacji. Wielka to strata i szkoda bo miało się znaleźć na tej kompilacji sporo dobrych dźwięków.
W każdym razie, z sesji nagraniowej przeprowadzonej z myślą o tym wydawnictwie, pozostały mi trzy, nie chwaląc się bardzo dobre utwory które, postaram się w najbliższym czasie gdzieś wydać. Najprawdopodobniej będzie to split Paranoia Inducta / Storm Of Capricorn. Niebawem los tych nagrań zostanie rozstrzygnięty."
   
  Ostatnimi czasy nastąpił wzrost zainteresowania w naszym kraju dźwiękami industrialno – ekstremalnymi, wystarczy wspomnieć projekty typu TOTENHAUS, NIEGRZECZNA PENSJONARKA, INSANE ASYLUM, BRANDKOMMANDO itd. Jak uważasz, skąd bierze się zainteresowanie tego typu „muzyką”?    
  "Według mnie wpływ na ten fakt miały dwa podstawowe czynniki. Po pierwsze wprowadzenie do dystrybucji przez podziemne distra i oficjalne wydawnictwa (na przykład Fluttering Dragon, Mystic Productions) na szeroko dostępny i oficjalny rynek płyt z takich kultowych labeli jak: Cold Meat Industry, Slaughter Productions, Dark Vinyl, Cold Spring, Old Europa Cafe. Po drugie, nareszcie pod „strzechy” trafiła do nas zaawansowana technologia cyfrowa, pozwalająca praktycznie każdemu chętnemu (przez lata dostępna jedynie nielicznym „wybrańcom” losu) do osobistego ”obcowania” z antymuzą. 
Nadmienić muszę także w tym momencie, że moim skromnym zdaniem najciekawsze i najbardziej nowatorskie spojrzenie w tej chwili mają właśnie projekty i zespoły z byłych „zacofanych” państw demokratyczno – socjalistyczno – ludowych. Wszystkie wymienione przez Ciebie projekty mogą śmiało bez żadnych kompleksów stanąć obok tuzów światowego industrialu niczym im nie ustępując."
   
  Wiem, że obok P.I. udzielasz się jeszcze w kilku mniej znanych projektach. Mowa m.in. o dark ambientowym GOREGHAST. Miałem przyjemność posłuchać „Nightmares” i muszę stwierdzić, iż jest to całkiem dobra płyta. Opowiedz coś więcej o tym projekcie.    
  "Goreghast to dość długa i zawiła historia. Projekt ten jest kontynuacją mojego pierwszego muzycznego oblicza zwanego Gormenghastland powstałego na początku dwutysięcznego roku. Niestety za sprawą złośliwych chochlików i zrządzeń losu nie zachowały się do dnia dzisiejszego żadne nagrania. Wspominam tamten okres z pewną nostalgią i rozrzewnieniem. Obfitował on przeważnie w zmagania się ze sprzętem i raczkującymi wtedy instrumentami wirtualnymi. Zapału i entuzjazmu starczyło mi zaledwie na kilkanaście miesięcy, po których na przełomie 2001/2002 roku  zakończył swą działalność. Reaktywowany został i wskrzeszony do życia w maju 2004 roku pod zmienioną już nazwą (jako że miłośników twórczości Mervyn'a Peake'a znalazłem niezliczoną ilość). Projekt tworzy mroczne wizje oscylując w rejonach Black / Dark Ambient. Strach, fobie, lęki, refleksja nad sensem istnienia to główne lecz nie jedyne motywy mnie inspirujące. Struktura budowanych utworów zaczyna się od wręcz minimalistycznych pojedynczych tonów, aż po partie prawie symfoniczne. Nie ma tutaj natomiast miejsca na industrialne i noise'owe  brzmienia.
Płyta Nightmares, jak na razie jedyna w dorobku, spotkała się z zainteresowaniem lecz miała wyjątkowego pecha, ponieważ po wielomiesięcznych zaawansowanych rozmowach z wydawcami nie doczekała się oficjalnej premiery. Mam nadzieję, że sytuacja ta wkrótce się zmieni. Całość została bowiem jeszcze raz nagrana, zmiksowana, poprawiona i wzbogacona dodatkowym utworem i brzmi naprawdę bardzo dobrze, o wiele lepiej niż wersja pierwotna."
   
  Obok wspomnianego GOREGHAST, występujesz także w PANZERKAMPF oraz w NEEDFUL THINGS.  Może parę słów więcej o tych projektach?    
  "Panzerkampf to projekt, który powstał w lutym 2004 roku. Założona wraz z przyjaciółmi grupa wykonuje muzykę określaną przez nas jako Alien Black Industrial. Chore, okaleczone, schizofreniczne i brutalne dźwięki przedstawiają wizję naszego świata zżeranego przez wszechobecną korozję nietolerancji, głupoty i ignorancji. Teksty porażają trafnością spostrzeżeń i wnikliwą analizą upadku wszelkich norm etycznych i społecznych. Niestety mimo niebanalnych wręcz innowacyjnych pomysłów, przez indolencję twórczą poprzedniego gitarzysty zespół przebywał w całkowitym destrukcyjnym marazmie i letargu. Mam nadzieję, że niebawem zostanie ten stracony czas nadrobiony z nawiązką. Zmiana, która nastąpiła na stanowisku „wioślarza” („posadę” objął Daro z Death metalowego Soulless) powinna szybko zaowocować i przynieść wymierne rezultaty. Myślę, że jest  to jak najbardziej odpowiedni człowiek. Skład uzupełnia jeszcze Logic-M z black metalowej hordy Grim Blackness odpowiedzialny za głos i teksty.
Neddful Things natomiast jest całkiem inną bajką. Projekt ten powstał na przełomie września / października 2004 roku z wspólnej inicjatywy mojej oraz Roberta (wspomnianego już przeze mnie  związanego z projektami Insphera, Insuffer, Rukkanor a także współprowadzącego War Office Propaganda). Poruszamy się w rejonach nazywanych Minimal Dark Ambient, dodając i mieszając swobodnie „składniki” z wszelkich muzycznych i antymuzycznych gatunków. Najwłaściwszym i najkrótszym określeniem przybliżającym muzyczne oblicze projektu będzie stwierdzenie że muzyka, którą proponujemy przypomina ścieżkę dźwiękową z filmu instruktarzowego dla przyszłych samobójców. Poniższy zaś cytat zaczerpnięty „żywcem” z mojej strony internetowej najlepiej przybliży nasze zainteresowania i  inspiracje:
„...potrzebne rzeczy to nasze nieustanne złudzenia, za którymi gonimy przez całe życie, które są nam „niezbędnie” konieczne i potrzebne aby być szczęśliwym, aby mieć komfort psychiczny oraz poczucie stabilności, bezpieczeństwa, aby wreszcie zaspokoić  naszą nieuzasadnioną chciwość i chęć posiadania! Cały paradoks polega jednak na tym, że niestety nic nie możemy mieć na własność, na zawsze, tylko dla siebie...”.
Bardzo dobrze współpracuje mi się z Robertem (duchową bratnia duszą) i jeśli tylko czas nam na to pozwoli postaramy się kontynuować nasze wspólne poszukiwania. Jak do tej pory owocem tego „związku” jest materiał roboczo zatytułowany „Delusiones”, który być może ujrzy kiedyś światło dzienne i porazi słuchaczy."
   
  Jak wygląda sprawa koncertów? Masz w zamyśle jakieś występy na żywo? Niestety w naszym smutnym jak kacza dupa kraju nie ma zbyt wiele tego typu imprez…    
  "Koncerty jak na razie nie wchodzą w grę. Pozostają i pozostaną raczej w sferze niespełnionych planów. Oczywiście marzy mi się prezentacja mojej muzyki na żywo, ale nie chcę zaproponować nikomu półproduktów. Wystawienie laptopa i klawiatury sterującej na scenę nie załatwia sprawy. Jest wręcz dla mnie nieporozumieniem. Ambient czy też industrial są stworzone do spektakli, gdzie muzyka łączy się nierozerwalnie z prezentacjami multimedialnymi, tańcem, projekcjami, światłami. Zorganizowanie takiego przedsięwzięcia wykracza poza moje możliwości. Podobnie zapewne sytuacja wygląda z innymi projektami, których najzwyczajniej na to nie stać. Dzięki wyrozumiałości mojej żony i tak „pakuję” masę funduszy w sprzęt, a nie na ten przykład w mieszkanie. Masz zatem od razu odpowiedź na twe drugie pytanie, dlaczego tak „blado” i marnie ma się sprawa z koncertami. Nie są to  imprezy, które ściągają tysiące fanów więc i chętnych do zainwestowania pieniędzy ciężko jest znaleźć."    
  Opowiedz parę słów o Twoich obecnych faworytach mrocznej, alternatywnej muzy i przy okazji co sądzisz o naszej, krajowej scenie anty-muzycznej?    
  "Cały czas od momentu kiedy zaintrygowały i zainteresowały mnie alternatywne nurty muzyki podobała mi się i w dalszym ciągu podoba praktycznie cała „skandynawska fabryka dźwięków” (niekoniecznie tylko ta związana z CMI). Nie mam jednak zdecydowanych, konkretnych faworytów dlatego też, nie będę tutaj przytaczał nazw poszczególnych zespołów, których chętnie słucham. Mimo mych preferencji oscylujących wokół szeroko pojętego industrialu, ambientu i noise'u, staram się słuchać dosłownie wszystkiego co tylko wpadnie mi w uszy, bez względu na wykonywany styl czy gatunek. Dobra i wartościowa muzyka, nieważne jak nazwana, „skatalogowana” czy „zaszufladkowana” jest obecna dosłownie wszędzie, począwszy od twórczości plemion pierwotnych a skończywszy na kompozycjach wygenerowanych przez krzemowe procesory.
Co do naszej rodzimej sceny, uważam że wygląda ona  zupełnie przyzwoicie. Od dłuższego już czasu niezmiennie twierdzę, że krajowe projekty są zdecydowanie ciekawsze, mające do zaoferowania słuchaczowi więcej nowego, odkrywczego spojrzenia,  niż niejedne podrdzewiałe już i przykryte patyną nudy światowe tuzy. Posiadamy kopalnię talentów, którą trzeba tylko umiejętnie eksploatować. Takie grupy jak Sui Generis Umbra, Profanum, Job Karma, Rukkanor, Cold Fusion to bezapelacyjnie ekstraklasa światowa, a tuż tuż za nimi maszeruje dość pokaźna liczba nowych bardzo obiecujących projektów, którymi warto się zainteresować. Taka sytuacja powinna tylko cieszyć, lecz niestety firmy fonograficzne niejednokrotnie wolą wydawać totalne „gnioty i gluty” uznanej marki (która i tak się sprzeda mimo kiepskiej zawartości krążka) niż zaryzykować wypuszczenie płyty zupełnie nieznanego zespołu mimo ciekawego materiału."
   
  Ok, pytanie nieco z innej beczki. Jak wygląda Twoje życie codzienne? Czy obraca się wokół powszechnego schematu: praca / dom?    
  "Większość z nas poddaje się dobrowolnie schematom i przyzwyczajeniom. Ja nie jestem wyjątkiem, chociaż moje życie nie obraca się według typowego i powszechnego jak to nazwałeś przypadku praca / dom lecz dom / dom.  Obecnie jestem bez tak zwanego zajęcia zawodowego (nie bardzo potrafię odnaleźć się w czasach kumoterstwa, ziomkostwa i wchodzenia w tylną część ciała) i przejąłem na siebie obowiązki prowadzenia domu. Są to typowe, jak się domyślasz, prace związane ze sprzątaniem, zakupami i gotowaniem. Nie sprawiają mi te zajęcia żadnego kłopotu, trudności czy dyskomfortu psychicznego. Wręcz przeciwnie.
Przy okazji zaś, mam cały czas dostęp do komputera i instrumentów. Mogę praktycznie w każdej chwili, kiedy tylko coś ciekawego zakiełkuje w mojej wyobraźni popędzić do mojego „refugium” i wypróbować pomysł niemalże w czasie rzeczywistym.
Idealnym rozwiązaniem byłoby móc utrzymywać się z muzyki, ale zdaje sobie sprawę, że jest to niezmiernie trudne do zrealizowania, tym bardziej tworząc w  tak mało popularnych gatunkach."
   
  Ok, zbliżamy się nieuchronnie do końca (mam nadzieję, że nie zamęczyłem:)) Wspomnij jeszcze o swoich najbliższych planach i ostatnie słowo należy oczywiście do Ciebie. Dzięki za wywiad!    
  "Najbliższe plany to wspomniany już przeze mnie split z francuskim Storm Of Capricorn, gdzie będzie można usłyszeć militarne wcielenie PI. Nieco dalsze plany to najnowszy pełnowymiarowy materiał „Pia Fraus”, który powinien narobić trochę „zamieszania” i niezdrowego zamętu.
Korzystając z okazji chciałem Ci podziękować za wywiad i zainteresowanie moją skromną osobą.
Dziękuję także wszystkim tym, którzy nie usnąwszy dobrnęli do jego końca i gorąco zachęcam do zapoznania się z dźwiękowymi torturami i apokaliptycznymi wizjami na nowych wydawnictwach sygnowanych obłędem i paranoją.
Na sam koniec zaś pozdrawiam i zaciskam wszystkich moich przyjaciół, znajomych, znajomych znajomych oraz życzliwe mi dusze które pomagały, pomagają, dopingują, doradzają i są ze mną wspomagając ciałem i duchem. Tak więc macham z tego miejsca do mojej żony Ani, Niniel, eLL, Smoka (Kasi), Infamisa, Logic-M'a, Roberta, Marcina, Eryka, Jazona, J.W. i innych..."
   
       
 

[ Tomasz Lewicki ]

   
       
 
 
© copyright 2007  Wszelkie prawa zastrzeżone. BEAST OF PREY Wydawnictwo Muzyczne 2001 - 2007