|
|
| |
|
|
|
| |
PARANOIA INDUCTA
jest bez wątpienia jednym z najciekawszych projektów w naszym
kraju tworzącym muzykę z gatunku zimno industrialno - noise'owych
klimatów. Każdy materiał tego jednoosobowego projektu posiada swój
specyficzny charakter i urok. Zapraszam więc do przeczytania co
miał do powiedzenia człowiek odpowiedzialny za PARANOIA INDUCTA -
Anthony Armageddon Destroyer. |
|
|
|
.......................................................................................................... |
|
|
| |
 |
|
|
| |
|
|
|
| |
T.L.: Witaj Anthony! Na
początku pytanie dość oczywiste, ale zdradź jak rozpoczęła się
Twoja przygoda z "muzyką" industrialno – noise’ową i pochodnymi oraz
jak doszło do powstania PARANOIA INDUCTA? |
|
|
| |
ADestroyer:
"Witaj. Pierwsze moje spotkanie z dźwiękami tego typu odbyło się
już dość dawno. Ma pamięć ledwo sięga w tamte zamierzchłe czasy,
strawione już prawie doszczętnie rdzą i okryte gęstymi wyziewami
zapomnienia. :-)
Myślę, że gdzieś na samym początku lat 90 ubiegłego wieku, trafiła
do mnie kaseta z nagraniami nie znanego mi wtedy bluźnierczego
zespołu MZ.412. Moja konfrontacja z tą muzą wywołała pewien
proces, reakcję, której już nie sposób było zatrzymać ani
kontrolować. Ta inicjacja była szokiem, bólem, ekstazą a
jednocześnie otwarciem zupełnie nie znanych rejonów, odsłonięciem
zupełnie nowej przestrzeni, totalnie innego wymiaru. Było to tak
chore, odrażające, brutalne a jednocześnie tak piękne i
wciągające.
Powoli, zupełnie nieświadomie rozpoczął się wtedy we mnie całkiem
nowy etap postrzegania rzeczywistości. Poszukiwanie zaś podobnych
„klimatów” spowodowało nie tylko chęć do „połykania” i „trawienia”
kolejnych płyt, ale też zrodziło nieodparte pragnienie własnego
eksperymentowania. W rezultacie po wielu latach ewolucji
zainteresowanie przybrało materialną formę projektu Paranoia
Inducta." |
|
|
| |
Czym jest dla
Ciebie muzyka industrialna, jakie wartości starasz się przekazać i
skąd czerpiesz inspiracje? |
|
|
| |
"Muzyka industrialna
to głos, oddech, szloch, śmiech i płacz naszego technokratycznego
świata. Świata bezmyślnych maszyn, ślepej techniki i coraz
bardziej odhumanizowanych istot. Nie staram się nic przekazywać,
udowadniać, przestrzegać, pouczać. Nie jest to moją życiową misją.
Nie mam aspiracji bycia wyrocznią, czyimś nauczycielem czy guru.
Chcę jedynie pokazywać to co dzieje się wokół nas bez żadnych
ubarwień, upiększeń, retuszu i „makijażu”. To czego większość
ludzi już nie dostrzega oślepiona blichtrem ułudy i mirażem
nierealności. Muzyka jaką wypełniam krążki jest tylko
skondensowanym, wysterylizowanym i bardzo skontrastowanym obrazem
rzeczywistości.
Inspiracji jest aż nadto. Wystarczy wyjść na ulicę, otworzyć okno,
włączyć odbiornik telewizyjny, przeczytać gazetę. Na każdym kroku
spotyka nas nieskończenie wiele sytuacji wartych głębszego
poznania czy uważnej obserwacji lub analizy. Wszystko dookoła
ogarnia coraz większe szaleństwo i obłęd." |
|
|
| |
Jak zatem
powinniśmy rozumieć nazwę PARANOIA INDUCTA? |
|
|
| |
„Paranoia Inducta
czyli obłęd udzielony. Należy do tak zwanych psychoz indukowanych,
których mechanizm wiąże się ze wzmożoną sugestywnością i
obniżeniem krytycyzmu osób zwykle związanych emocjonalnie (np. z
liderami partii, przewodnikami duchowymi). Zdarza się że u takich
osób mogą wystąpić objawy zbliżone lub identyczne do
obserwowanych. Choroba psychiczna charakteryzująca się logicznie
usystematyzowanymi urojeniami stopniowo pogłębiającymi się, bez
większych zmian osobowości i bez osłabienia intelektu." Wydaje mi
się, że nic więcej nie trzeba chyba tutaj dodawać. Nazwa jak
najbardziej według mnie adekwatna do naszych współczesnych
„chorych” czasów i wręcz idealna do „chorych” dźwięków które
tworzę." |
|
|
| |
Pierwszym
materiałem w Twoim dorobku pod szyldem P.I. był "The Unholy
Place". Jak dziś z perspektywy czasu oceniasz ten krążek? |
|
|
| |
„The Unholy Place”
zawiera materiał archiwalny, „reanimowany” i przywrócony do
„życia” za sprawą sampli i fragmentów utworów, po moich pierwszych
zarejestrowanych nagraniach, które uległy nieodwracalnej
„zagładzie”. Został on w miarę wiernie odtworzony
i poskładany. Nie ma tutaj co ukrywać że jest na nim sporo
niedoskonałości, zarówno pod względem technicznym jak i czysto
muzycznym. Obecnie wydaje się wręcz jakby archaiczny, ale tak jak
wspomniałem, są to jedne z pierwszych moich nagrań. Podczas pracy
nad nimi poznawałem dopiero tajniki i sekrety związane z
„tworzeniem” i „obrabianiem” muzyki. Całość zaś została
zarejestrowana i stworzona przy pomocy już tak zabytkowego i
prawie prehistorycznego „urządzenia” jak AVE 64. Nie mniej uważam,
że jest w jakiś bliżej nieokreślony sposób intrygujący. Ma w sobie
potężną dawkę nieobliczalności, nieskrępowanej wściekłości i
brutalności.
Być może zostanie on jeszcze kiedyś przeze mnie ponownie nagrany
na lepszym sprzęcie." |
|
|
| |
Jak w ogóle doszło
do Twojej współpracy z Foreshadow, jesteś zadowolony z efektu
końcowego? |
|
|
| |
"Do wydania płyty w
Foreshadow doszło bardzo banalnie. Szukałem po prostu labela,
który byłby chętny do wypuszczenia „The Unholy Place” i otrzymałem
konkretną propozycję, którą przyjąłem.
Co do samej współpracy to nie mam większych zastrzeżeń. Jedynym
poważniejszym niedociągnięciem był praktycznie brak promocji.
Aruzz to przede wszystkim fan metalu i mimo otwarcia na inne
gatunki traktuje je trochę po macoszemu. Nie mniej cieszy mnie
fakt, że nie jest on więźniem jednego określonego stylu, a daje
szansę na zaistnienie projektom i zespołom tworzącym bardzo
zróżnicowaną i różnorodną muzykę." |
|
|
| |
Od dłuższego
czasu jesteś związany z labelem Beast Of Prey, w którym to wyszło
kilka materiałów PARANOIA INDUCTA. Jak współpracuje Ci się z
Infamisem? |
|
|
| |
"Uściślając, na dzień
dzisiejszy nie jestem związany z żadnym wydawnictwem. Nie mam
podpisanych żadnych „papierów” dotyczących jakiejś długoterminowej
kooperacji.
Jeśli zaś chodzi o Beast Of Prey, to współpracuje mi się z tym
labelem wspaniale, wręcz rewelacyjnie. Mogę tylko wyrażać się w
samych superlatywach i komplementach. Wszystko, absolutnie
wszystko jest traktowane tam w pełni profesjonalnie i poważnie.
Każdy szczegół jest dopracowany , przemyślany i zaplanowany, co w
rezultacie daje obu stronom pełny komfort psychiczny i stwarza
grunt do wydawania produkcji na najwyższym poziomie.
Z wszystkich (mogę to stwierdzić bez sekundy zawahania) płyt
wydanych w BOP jestem w pełni, w stu procentach zadowolony i
usatysfakcjonowany końcowym rezultatem jaki udało się osiągnąć
(mam cichą nadzieję że coś jeszcze razem „zmajstrujemy”).
Osobiście mam wielki szacunek dla Infamisa za pracę, którą
wykonuje i duży dług wdzięczności. Jak by nie patrzeć, to przecież
dzięki niemu PI zawdzięcza to, że zaistniała na scenie antymuzy
(i myślę że parę innych projektów także). Infamis nie tylko wydaje
muzykę, promuje zespoły, ale propaguje całą „kulturę”
industrialną. Określiłbym nasze wzajemne stosunki na bardziej
przyjacielskie, niż tylko czysto partnerskie.
Podsumowując, BOP dla mnie jest bezapelacyjnie numerem jeden jeśli
chodzi o podziemne niezależne wydawnictwa w tym kraju." |
|
|
| |
Czy uważasz, że
niekonwencjonalne wydanie płyty oraz niski limit jeszcze bardziej
ją uatrakcyjnia? |
|
|
| |
"Jak najbardziej tak.
Mały nakład powoduje przede wszystkim że płyta trafia do bardzo
„określonego”, wręcz śmiem twierdzić „świadomego” odbiorcy, który
wie czego poszukuje. Poza tym, niekonwencjonalne wydania są ozdobą
w zbiorze każdego kolekcjonera. Wynika to z ich nieszablonowości,
niebanalności i unikalności. Każde takie wydawnictwo ma bardzo
indywidualny charakter.
Istotniejsze i ważniejsze wszakże jest jednak to, że ich forma,
wygląd, użyty materiał, ich cała „konstrukcja” sprawia iż są
jakby materialnym, fizycznym dopełnieniem zawartej muzyki. Takie
płyty inaczej są odbierane. Inaczej się ich słucha.
Z drugiej zaś strony (idealnych rozwiązań niestety nie ma w nie
idealnym świecie) mniej znany zespół „wypuszczający” materiał w
niskim limitowanym nakładzie, ma raczej małe szanse na dotarcie do
większego grona słuchaczy. Złotym środkiem (jaki jest coraz
częściej na szczęście praktykowany) jest wydawanie specjalnych
limitowanych edycji oraz „normalnych” krążków w dużo większym
nakładzie." |
|
|
| |
Ostatnim jak na
razie pełnym albumem w dorobku P.I. jest „Sanctified Destruction”.
Jak dla mnie jest to płyta w znacznym stopniu dopracowana i
mocniejsza od debiutu. Zgodzisz się z taką opinią? |
|
|
| |
"Jak najbardziej. Tak
jak wspomniałem już wczesniej, pierwsza płyta była praktycznie
rekonstrukcją moich najwcześniejszych nagrań zarejestrowanych na
sprzęcie tak wiekowym, że dziś już prawie nie znanym i jakby nie
było nie przystosowanym do pracy z muzyką.
”Sanctified Destruction” jest zdecydowanie bardziej dopracowanym i
znacznie dojrzalszym materiałem zarówno pod względem czysto
muzycznym jak i technicznym. Oprócz mojego lepszego opanowania
(okiełzania) wirtualnych instrumentów i „gadżetów”, niebagatelny
wpływ miały też lepsze co najmniej o klasę urządzenia
rejestrujące, które w znacznej mierze przyczyniły się do uzyskania
zupełnie niezłego brzmienia, a w efekcie do poprawienia jakości
całej produkcji. Muszę przyznać że jestem całkowicie zadowolony i
usatysfakcjonowany tym materiałem." |
|
|
| |
W tak zwanym
„międzyczasie” wziąłeś udział także w splitach z NIEGRZECZNĄ
PENSJONARKĄ oraz z MOAN. Skąd pomysł na tego typu wydawnictwa i
przy okazji jak oceniasz oba krążki? |
|
|
| |
"W jak to nazywasz
międzyczasie PI znalazło się na kilku splitach. Chronologicznie
pierwszym tego typu wydawnictwem była płyta kompilacyjna
zatytułowana – „Forsee The Shadows vol.1” (na której znalazł się
utwór „Inhuman Dimension”) wydana przez Foreshadow Productions.
Płyta (tradycyjnie bez większej promocji) przemknęła zupełnie
niezauważalnie, chociaż była zupełnie dobra i mogła wzbudzić spore
zainteresowanie. Następnie wydany został przez Beast Of Prey split
(którego pomysłodawcą był Infamis) Niegrzeczna Pensjonarka /
Paranoia Inducta – „In Other Words”. Wspólnie uszczupliliśmy płytę
„Sanctified Destruction” o utwór „Temple Of Exterminations”, który
trafił na małą płytkę, będąc przy okazji zapowiedzią dużego
materiału PI. Lubię „załogę” Niegrzecznej i jej twórczość, więc
chętnie przystałem na ten pomysł, tym bardziej, że utwory bardzo
do siebie pasowały. Bardzo fajna płytka.
Kolejnym
krążkiem był split z MOAN – „Body & Steel” wydany także przez
Beast Of Prey. Była to moja inicjatywa, która zaowocowała
niebanalnym wydawnictwem (o fantastycznej oprawie). Projekt Rafała
to jeden z najciekawszych przedstawicieli industrialu i udział w
tym wspólnym przedsięwzięciu był dla mnie wielkim zaszczytem.
Zamieszczony tam utwór „Peine Forte Et Dure” jest zwiastunem
zbliżającej się nieuchronnie „apokalipsy” w postaci nowego albumu
PI. Fantastyczne wydawnictwo o niesamowicie atrakcyjnej okładce.
I
ostatnie jak na razie wydawnictwo, poczwórny split „The Four
Horsemen Of The Apocalypse” (wypieszczone i wypuszczone przez War
Office Propaganda) do udziału w którym zaprosił mnie Robert z WOP
(także Rukkanor, Insphera, Insuffer). Pomysł świetny, wielce
intrygujący, towarzystwo (Melek-Tha, Insuffer, Leiche Rustikal)
znakomite, więc nie trzeba było mnie długo namawiać. Całość na
najwyższym poziomie. Wspaniały „rarytas” dla poszukujących
przerażających i intrygujących klimatów.
Na
koniec podsumowując, dodam tylko, że udział w splitach,
kompilacjach czy wspólnych nagraniach przynosi mi oprócz wielkiej
satysfakcji, przede wszystkim kolejne doświadczenia dzięki którym
mogę się sporo nauczyć." |
|
|
| |
W jakim kierunku
chciałbyś podążać jako PARANOIA INDUCTA? Czy następny album będzie
podobny do „Sanctified…” i kiedy możemy się go spodziewać? |
|
|
| |
"Marzy mi się
uzyskanie połączenia, swoistej, specyficznej symbiozy czysto
industrialno - noise'wych „wyziewów” z symfoniczno - chóralnymi
partiami. Lecz są to przede wszystkim dalekosiężne plany i
zamiary, które muszą niestety na razie poczekać. Instrumenty
dzięki którym mógłbym tego typu zamierzenia zrealizować są poza
moim zasięgiem finansowym. Nie chcę natomiast używać w zastępstwie
porządnego instrumentarium jakiś namiastek lub odpowiedników, by
efekt finalny nie wyszedł po prostu karykaturalny.
Tak naprawdę nie wiem dokładnie sam jaką „drogą” podąży Paranoia.
Na pewno zawsze będzie istniał mocny „stalowy”, industrialny
szkielet spajający całą „konstrukcję”.
Najnowszy album nie będzie jakimś wielkim krokiem milowym, lecz
raczej rozwiniętą kontynuacją poprzedniej płyty. Nareszcie
dysponuję profesjonalnym sprzętem, który pozwala mi na bez
stresową pracę i uzyskanie odpowiedniego brzmienia. Taka sytuacja
daje duży psychiczny „luz”.
Nie wiem jeszcze kiedy ani gdzie się ukaże nowa płyta. W każdym
razie jest już praktycznie gotowa. Trwają jeszcze drobne prace
„kosmetyczne” i „upiększające”. Potrzeba dosłownie kilku tygodni
aby materiał „dojrzał” i przybrał ostateczną formę. Już teraz mogę
zdradzić parę szczegółów dotyczących nowego materiału. Zapewne
będzie to płyta bardzo kontrowersyjna (a dla niektórych wręcz może
i bluźniercza czy prowokacyjna), zatytułowana „Pia Fraus”
stanowiąca pierwszą część trylogii „Lux Mundi”. Całość poświęcona
jest i zadedykowana wszystkim ofiarom Kościoła Katolickiego. Tym
którzy zginęli, zostali zamęczeni, oszukani, upokorzeni, lub byli
i są prześladowani. Siedemdziesiąt minut bezkompromisowego
Apocalyptic Industrial." |
|
|
| |
Z jakim odbiorem
spotyka się Twoja muzyka? Wśród laików zapewne dominują opinie, iż
jest to jeden wielki hałas przypominający wycie odkurzacza… |
|
|
| |
"W
zdecydowanej większości docierają do mnie bardzo pozytywne opinie
dotyczące mojej działalności. Są to głosy nie tylko recenzentów
lub ludzi siedzących w klimatach około ambientalno -
industrialnych, ale także tych słuchających zupełnie innej muzyki
a otwartych na wszelkie nowe czy niszowe trendy.
Opinie laików mnie nie interesują. Nie mam zamiaru nikogo na siłę
przekonywać czy uświadamiać o wyższości świąt Bożego Narodzenia
nad świętami Wielkiej Nocy. Jeżeli to co robię jest doceniane i
komuś się podoba, to mnie ten fakt tylko bardzo cieszy, lecz jeśli
nie, to nie robię z tego żadnej tragedii. Są przecież różne gusta
i upodobania. Poza tym mamy także wolny (teoretycznie) wybór. Dla
mnie cała „przygoda” (bo raczej w takiej kategorii należy tą
działalność rozpatrywać) przysparza mi kupę frajdy, zadowolenia i
wręcz samorealizacji. I te właśnie czynniki są dla mnie
najważniejsze i najistotniejsze. Jednakże nie zaprzeczam, że
pozytywny odbiór mojej muzy jest także niebagatelnym i bardzo
istotnym elementem, który bardzo poważnie mnie motywuje do dalszej
pracy. Nie oszukujmy się, każdy twórca (nieistotnie w jakiej
dziedzinie sztuki) ciekawy jest opinii, reakcji i zdania innych na
temat swego „dzieła”." |
|
|
| |
W jaki sposób
wygląda proces „komponowania” przez Ciebie muzyki? |
|
|
| |
"Zapewne każdy ma
inny, specyficzny, indywidualny sposób pracy. Nie ma tutaj żadnej
reguły, żadnego przepisu, ani żadnego schematu postępowania.
Czasem wystarczy dosłownie kilka godzin a innym razem potrzeba
kilku dobrych miesięcy aby uformował się zadowalający mnie w pełni
utwór.
W większości
przypadków potrzebny jest mi najpierw jakiś impuls, motyw, temat,
który wyzwoli swoistą „reakcję łańcuchową, zainspiruje. Może to
być na przykład artykuł w prasie, sąsiad paranoik, rozlatujący się
budynek czy plama rozlanego oleju na asfalcie. Absolutnie wszystko
ma swoją wyjątkową, niepowtarzalną, jedyną historię. Nic co nas
spotyka, co my spotykamy na swojej drodze nie jest przypadkowe.
Do każdego utworu podchodzę poważnie i staram się być odpowiednio
przygotowany „tematycznie”. Najpierw muszę poznać zagadnienie,
które mnie zaintrygowało, teoretycznie „wgryzając” się głęboko w
temat, korzystając z lektur lub „buszując” i szukając w dostępnych
materiałach źródłowych. Pozwala mi to na dokładne „wczucie” się,
wręcz identyfikację z sytuacją, którą chcę przedstawić.
Sam zaś proces „komponowania” jest jednocześnie bardzo prosty i
żmudny (zbieranie, nagrywanie, obrabianie sampli), a jednocześnie
niebywale złożony i podniecający (składania i zgrywanie wszelkich
fragmentów w jednolitą całość). Stanowi on dla mnie wręcz duchowe
przeżycie kreowania nowego „bytu”, przeistaczania nowej „ulotnej”
struktury myśli w materialną formę. Taka alchemia dwudziestego
pierwszego wieku." |
|
|
| |
Swego czasu
głośno było o kompilacji „Srpska Krv – A Tribute To Serbian
Warriors”, na której to również miała znaleźć się PARANOIA INDUCTA.
Czy wiadomo cos więcej o tej płycie i jak w ogóle doszło do
Twojego udziału w tym Tribucie? |
|
|
| |
„Srpska
Krv” to już zamknięta sprawa, wiec nie widzę powodów aby do niej
wracać. Z tego co się orientuję pomysł (mimo, że ciekawy i
interesujący) nie doczeka się realizacji. Wielka to strata i
szkoda bo miało się znaleźć na tej kompilacji sporo dobrych
dźwięków.
W każdym razie, z sesji nagraniowej przeprowadzonej z myślą o tym
wydawnictwie, pozostały mi trzy, nie chwaląc się bardzo dobre
utwory które, postaram się w najbliższym czasie gdzieś wydać.
Najprawdopodobniej będzie to split Paranoia Inducta / Storm Of
Capricorn. Niebawem los tych nagrań zostanie rozstrzygnięty." |
|
|
| |
Ostatnimi czasy
nastąpił wzrost zainteresowania w naszym kraju dźwiękami industrialno –
ekstremalnymi, wystarczy wspomnieć projekty typu TOTENHAUS,
NIEGRZECZNA PENSJONARKA, INSANE ASYLUM, BRANDKOMMANDO itd. Jak uważasz, skąd
bierze się zainteresowanie tego typu „muzyką”? |
|
|
| |
"Według mnie
wpływ na ten fakt miały dwa podstawowe czynniki. Po pierwsze
wprowadzenie do dystrybucji przez podziemne distra i oficjalne
wydawnictwa (na przykład Fluttering Dragon, Mystic Productions) na
szeroko dostępny i oficjalny rynek płyt z takich kultowych labeli
jak: Cold Meat Industry,
Slaughter Productions, Dark Vinyl, Cold Spring, Old Europa Cafe.
Po drugie, nareszcie pod „strzechy” trafiła do nas zaawansowana
technologia cyfrowa, pozwalająca praktycznie każdemu chętnemu
(przez lata dostępna jedynie nielicznym „wybrańcom” losu) do
osobistego ”obcowania” z antymuzą.
Nadmienić muszę także w tym momencie, że moim skromnym zdaniem
najciekawsze i najbardziej nowatorskie spojrzenie w tej chwili
mają właśnie projekty i zespoły z byłych „zacofanych” państw
demokratyczno – socjalistyczno – ludowych. Wszystkie wymienione
przez Ciebie projekty mogą śmiało bez żadnych kompleksów stanąć
obok tuzów światowego industrialu niczym im nie ustępując." |
|
|
| |
Wiem, że obok P.I.
udzielasz się jeszcze w kilku mniej znanych projektach. Mowa m.in.
o dark ambientowym GOREGHAST. Miałem przyjemność posłuchać „Nightmares”
i muszę stwierdzić, iż jest to całkiem dobra płyta. Opowiedz coś
więcej o tym projekcie. |
|
|
| |
"Goreghast to dość
długa i zawiła historia. Projekt ten jest kontynuacją mojego
pierwszego muzycznego oblicza zwanego Gormenghastland powstałego
na początku dwutysięcznego roku. Niestety za sprawą złośliwych
chochlików i zrządzeń losu nie zachowały się do dnia dzisiejszego
żadne nagrania. Wspominam tamten okres z pewną nostalgią i
rozrzewnieniem. Obfitował on przeważnie w zmagania się ze sprzętem
i raczkującymi wtedy instrumentami wirtualnymi. Zapału i
entuzjazmu starczyło mi zaledwie na kilkanaście miesięcy, po
których na przełomie 2001/2002 roku zakończył swą działalność.
Reaktywowany został i wskrzeszony do życia w maju 2004 roku pod
zmienioną już nazwą (jako że miłośników twórczości Mervyn'a
Peake'a znalazłem niezliczoną ilość). Projekt tworzy mroczne wizje
oscylując w rejonach Black / Dark Ambient. Strach, fobie, lęki,
refleksja nad sensem istnienia to główne lecz nie jedyne motywy
mnie inspirujące. Struktura budowanych utworów zaczyna się od
wręcz minimalistycznych pojedynczych tonów, aż po partie prawie
symfoniczne. Nie ma tutaj natomiast miejsca na industrialne i
noise'owe brzmienia.
Płyta Nightmares, jak na razie jedyna w dorobku, spotkała się z
zainteresowaniem lecz miała wyjątkowego pecha, ponieważ po
wielomiesięcznych zaawansowanych rozmowach z wydawcami nie
doczekała się oficjalnej premiery. Mam nadzieję, że sytuacja ta
wkrótce się zmieni. Całość została bowiem jeszcze raz nagrana,
zmiksowana, poprawiona i wzbogacona dodatkowym utworem i brzmi
naprawdę bardzo dobrze, o wiele lepiej niż wersja pierwotna." |
|
|
| |
Obok wspomnianego GOREGHAST, występujesz także w PANZERKAMPF
oraz w NEEDFUL THINGS. Może parę słów więcej o tych projektach? |
|
|
| |
"Panzerkampf to
projekt, który powstał w lutym 2004 roku. Założona wraz z
przyjaciółmi grupa wykonuje muzykę określaną przez nas jako Alien
Black Industrial. Chore, okaleczone, schizofreniczne i brutalne
dźwięki przedstawiają wizję naszego świata zżeranego przez
wszechobecną korozję nietolerancji, głupoty i ignorancji. Teksty
porażają trafnością spostrzeżeń
i wnikliwą analizą upadku wszelkich norm etycznych i społecznych.
Niestety mimo niebanalnych wręcz innowacyjnych pomysłów, przez
indolencję twórczą poprzedniego gitarzysty zespół przebywał w
całkowitym destrukcyjnym marazmie i letargu. Mam nadzieję, że
niebawem zostanie ten stracony czas nadrobiony z nawiązką. Zmiana,
która nastąpiła na stanowisku „wioślarza” („posadę” objął Daro z
Death metalowego Soulless) powinna szybko zaowocować i przynieść
wymierne rezultaty. Myślę, że jest to jak najbardziej odpowiedni
człowiek. Skład uzupełnia jeszcze Logic-M z black metalowej hordy
Grim Blackness odpowiedzialny za głos i teksty.
Neddful Things natomiast jest całkiem inną bajką. Projekt ten
powstał na przełomie września / października 2004 roku z wspólnej
inicjatywy mojej oraz Roberta (wspomnianego już przeze mnie
związanego z projektami Insphera, Insuffer, Rukkanor a także
współprowadzącego War Office Propaganda). Poruszamy się w rejonach
nazywanych Minimal Dark Ambient, dodając i mieszając swobodnie
„składniki” z wszelkich muzycznych i antymuzycznych gatunków.
Najwłaściwszym i najkrótszym określeniem przybliżającym muzyczne
oblicze projektu będzie stwierdzenie że muzyka, którą proponujemy
przypomina ścieżkę dźwiękową z filmu instruktarzowego dla
przyszłych samobójców. Poniższy zaś cytat zaczerpnięty „żywcem” z
mojej strony internetowej najlepiej przybliży nasze
zainteresowania i inspiracje:
„...potrzebne rzeczy to nasze nieustanne złudzenia, za którymi
gonimy przez całe życie, które są nam „niezbędnie” konieczne i
potrzebne aby być szczęśliwym, aby mieć komfort psychiczny oraz
poczucie stabilności, bezpieczeństwa, aby wreszcie zaspokoić
naszą nieuzasadnioną chciwość i chęć posiadania! Cały paradoks
polega jednak na tym, że niestety nic nie możemy mieć na własność,
na zawsze, tylko dla siebie...”.
Bardzo dobrze współpracuje mi się z Robertem (duchową bratnia
duszą) i jeśli tylko czas nam na to pozwoli postaramy się
kontynuować nasze wspólne poszukiwania. Jak do tej pory owocem
tego „związku” jest materiał roboczo zatytułowany „Delusiones”,
który być może ujrzy kiedyś światło dzienne i porazi słuchaczy." |
|
|
| |
Jak wygląda
sprawa koncertów? Masz w zamyśle jakieś występy na żywo? Niestety
w naszym smutnym jak kacza dupa kraju nie ma zbyt wiele
tego typu imprez… |
|
|
| |
"Koncerty jak na
razie nie wchodzą w grę. Pozostają i pozostaną raczej w sferze
niespełnionych planów. Oczywiście marzy mi się prezentacja mojej
muzyki na żywo, ale nie chcę zaproponować nikomu półproduktów.
Wystawienie laptopa i klawiatury sterującej na scenę nie załatwia
sprawy. Jest wręcz dla mnie nieporozumieniem. Ambient czy też
industrial są stworzone do spektakli, gdzie muzyka łączy się
nierozerwalnie z prezentacjami multimedialnymi, tańcem,
projekcjami, światłami. Zorganizowanie takiego przedsięwzięcia
wykracza poza moje możliwości. Podobnie zapewne sytuacja wygląda z
innymi projektami, których najzwyczajniej na to nie stać. Dzięki
wyrozumiałości mojej żony i tak „pakuję” masę funduszy w sprzęt, a
nie na ten przykład w mieszkanie. Masz zatem od razu odpowiedź na
twe drugie pytanie, dlaczego tak „blado” i marnie ma się sprawa z
koncertami. Nie są to imprezy, które ściągają tysiące fanów więc
i chętnych do zainwestowania pieniędzy ciężko jest znaleźć." |
|
|
| |
Opowiedz parę
słów o Twoich obecnych faworytach mrocznej, alternatywnej muzy i
przy okazji co sądzisz o naszej, krajowej scenie anty-muzycznej? |
|
|
| |
"Cały czas od momentu
kiedy zaintrygowały i zainteresowały mnie alternatywne nurty
muzyki podobała mi się i w dalszym ciągu podoba praktycznie cała
„skandynawska fabryka dźwięków” (niekoniecznie tylko ta związana z
CMI). Nie mam jednak zdecydowanych, konkretnych faworytów dlatego
też, nie będę tutaj przytaczał nazw poszczególnych zespołów,
których chętnie słucham. Mimo mych preferencji oscylujących wokół
szeroko pojętego industrialu, ambientu i noise'u, staram się
słuchać dosłownie wszystkiego co tylko wpadnie mi w uszy, bez
względu na wykonywany styl czy gatunek. Dobra i wartościowa
muzyka, nieważne jak nazwana, „skatalogowana” czy
„zaszufladkowana” jest obecna dosłownie wszędzie, począwszy od
twórczości plemion pierwotnych a skończywszy na kompozycjach
wygenerowanych przez krzemowe procesory.
Co do naszej rodzimej sceny, uważam że wygląda ona zupełnie
przyzwoicie. Od dłuższego już czasu niezmiennie twierdzę, że
krajowe projekty są zdecydowanie ciekawsze, mające do zaoferowania
słuchaczowi więcej nowego, odkrywczego spojrzenia, niż niejedne
podrdzewiałe już i przykryte patyną nudy światowe tuzy. Posiadamy
kopalnię talentów, którą trzeba tylko umiejętnie eksploatować.
Takie grupy jak Sui Generis Umbra, Profanum, Job Karma, Rukkanor,
Cold Fusion to bezapelacyjnie ekstraklasa światowa, a tuż tuż za
nimi maszeruje dość pokaźna liczba nowych bardzo obiecujących
projektów, którymi warto się zainteresować. Taka sytuacja powinna
tylko cieszyć, lecz niestety firmy fonograficzne niejednokrotnie
wolą wydawać totalne „gnioty i gluty” uznanej marki (która i tak
się sprzeda mimo kiepskiej zawartości krążka) niż zaryzykować
wypuszczenie płyty zupełnie nieznanego zespołu mimo ciekawego
materiału." |
|
|
| |
Ok, pytanie nieco
z innej beczki. Jak wygląda Twoje
życie codzienne? Czy obraca się wokół powszechnego schematu: praca
/ dom? |
|
|
| |
"Większość z nas
poddaje się dobrowolnie schematom i przyzwyczajeniom. Ja nie
jestem wyjątkiem, chociaż moje życie nie obraca się według
typowego i powszechnego jak to nazwałeś przypadku praca / dom lecz
dom / dom. Obecnie jestem bez tak zwanego zajęcia zawodowego (nie
bardzo potrafię odnaleźć się w czasach kumoterstwa, ziomkostwa i
wchodzenia w tylną część ciała) i przejąłem na siebie obowiązki
prowadzenia domu. Są to typowe, jak się domyślasz, prace związane
ze sprzątaniem, zakupami i gotowaniem. Nie sprawiają mi te zajęcia
żadnego kłopotu, trudności czy dyskomfortu psychicznego. Wręcz
przeciwnie.
Przy okazji zaś, mam cały czas dostęp do komputera i instrumentów.
Mogę praktycznie w każdej chwili, kiedy tylko coś ciekawego
zakiełkuje w mojej wyobraźni popędzić do mojego „refugium” i
wypróbować pomysł niemalże w czasie rzeczywistym.
Idealnym rozwiązaniem byłoby móc utrzymywać się z muzyki, ale
zdaje sobie sprawę, że jest to niezmiernie trudne do
zrealizowania, tym bardziej tworząc w tak mało popularnych
gatunkach." |
|
|
| |
Ok, zbliżamy
się nieuchronnie do końca (mam nadzieję, że nie zamęczyłem:))
Wspomnij jeszcze o swoich najbliższych planach i ostatnie słowo
należy oczywiście do Ciebie. Dzięki za wywiad! |
|
|
| |
"Najbliższe plany to
wspomniany już przeze mnie split z francuskim Storm Of Capricorn,
gdzie będzie można usłyszeć militarne wcielenie PI. Nieco dalsze
plany to najnowszy pełnowymiarowy materiał „Pia Fraus”, który
powinien narobić trochę „zamieszania” i niezdrowego zamętu.
Korzystając z okazji chciałem Ci podziękować za wywiad i
zainteresowanie moją skromną osobą.
Dziękuję także wszystkim tym, którzy nie usnąwszy dobrnęli do jego
końca i gorąco zachęcam do zapoznania się z dźwiękowymi torturami
i apokaliptycznymi wizjami na nowych wydawnictwach sygnowanych
obłędem i paranoją.
Na sam koniec zaś pozdrawiam i zaciskam wszystkich moich
przyjaciół, znajomych, znajomych znajomych oraz życzliwe mi dusze
które pomagały, pomagają, dopingują, doradzają i są ze mną
wspomagając ciałem i duchem. Tak więc macham z tego miejsca do
mojej żony Ani, Niniel, eLL, Smoka (Kasi), Infamisa, Logic-M'a,
Roberta, Marcina, Eryka, Jazona, J.W. i innych..." |
|
|
| |
|
|
|
| |
[ Tomasz Lewicki ]
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
|