| |
"Fanfary
Europy"
Adam T. Witczak

INTRO
Nie jest wielką
tajemnicą fakt, że lwia część sztuki – literackiej, plastycznej i
muzycznej – poza dostarczaniem wrażeń czysto estetycznych, poza
eksponowaniem piękna i brzydoty w celu wywołania tych lub innych
wrażeń zmysłowych u odbiorcy, niesie ze sobą również i pewne
przesłanie. W nowomodnej gwarze współczesnych salonów mówi się
niekiedy na to z angielska
message.
Zatem na ten przykład message
Mickiewicza i Słowackiego to romantyczny mesjanizm, wczesna i
cokolwiek rewolucyjna forma nacjonalizmu (ustawiczna walka o
niepodległość Polski), paradoksalnie będącego zarazem
internacjonalizmem (za wolność waszą i naszą).
Message obrazu Guernica Picassa jest
antywojenny, choć w istocie służy on do eleganckiego maskowania
poparcia malarza dla jednej, konkretnej strony biorącej udział w
hiszpańskiej wojnie. Dla strony konkretnie czerwonej... Można tak
wymieniać godzinami: "Czerwone i czarne"
Stendhala jest dziełem liberała i gdyby pisał to kto
inny, wtenczas przesłanie bijące z książki byłoby zgoła
diametralnie różne. "Illuminatus!"
Roberta Shea i R.A. Wilsona niesie przesłanie dyskordiańskie,
anarchistyczne, libertariańskie, stopniowo wyłaniające się z
powodzi groteski, chaosu i absurdu. Malarstwo Matejki,
"Etiuda Rewolucyjna"
Chopina i wspierające światową czerwoną
rebelię utwory Teodorakisa, książki Jungera i książki lewicowego
noblisty Dario Fo... Cokolwiek, w lepszym lub gorszym guście.
Każdy coś tam ma do powiedzenia.
Również w muzyce.
Militarny industrial, a wraz z nim tzw. neofolk,
przywędrowały do Polski zgoła niedawno, niemniej grono koneserów
owego brzmienia poszerza się sukcesywnie, kilka wytwórni (vide
Beast Of Prey, War Office, Fluttering Dragon) regularnie dostarcza
maniakom marszowych bębnów i wojennego zgiełku coraz to nowszych
wrażeń. Rzadko bo rzadko, ale niekiedy i jakieś zagraniczne kapele
dają u nas koncerty. Jest kilka rdzennych, obiecujących projektów,
coś się dzieje, idziemy (maszerujemy?) naprzód.
Nietrudno zakupić w Polsce nagrania
VON THRONSTAHL, DEATH
IN JUNE, SOL INVICTUS,
THE DAYS OF THE TRUMPET CALL,
KRIEGSFALL-U, DER BLUTHARSCH,
SPIRITUAL FRONT
i dziesiątek innych znaczących projektów. Nietrudno także
zauważyć, że przynajmniej część z nich zawiera w swojej muzyce nie
tylko dźwięk, ale i treść pozamuzyczną.
Message, czyli owo „coś do powiedzenia”.

Niewtajemniczonym w
arkana gatunku przydałby się skrótowy opis form muzycznych, o
których będziemy debatować. Wtajemniczonych proszę więc o
wybaczenie nieuniknionej skrótowości tego przedstawienia i
dokonanie pewnych uogólnień.
Neofolk
to – mówiąc najkrócej - muzyka bogato czerpiąca z dziedzictwa
kulturowego Europy. Zespołami, które można uznać za najstarsze i
najbardziej zasłużone dla tej sceny, są z całą pewnością
DEATH
IN JUNE, SOL INVICTUS
Tony’ego Wakeforda,
CURRENT 93
Davida Tibeta lub
FIRE+ICE
Iana Reada. Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to muzyka tego typu
wykonywana głównie na tradycyjnych instrumentach. Najczęściej
pojawia się tu gitara akustyczna, budująca szkielet neofolkowych
kompozycji, co bardzo wyraźnie słychać w wielu utworach zespołów
DARKWOOD, SOL
INVICTUS, DIJ, BELBORN, ORPLID,
NOVY SVET czy
SPIRITUAL
FRONT. Nie koniec jednak na tym -
często możemy usłyszeć także skrzypce, instrumenty dęte, bębny,
wreszcie – ubarwiające całość efekty elektroniczne. Scena
neofolkowa bardzo prężnie rozwija się wśród Słowian, tj. w Rosji,
na Ukrainie, Białorusi, na Bałkanach. Wystarczy przytoczyć takie
nazwy, jak
RITUAL FRONT, ROMOWE RIKOITO,
ZVAIGZDUMENIJA, BLEIBURG,
czy NEUTRAL.
Z gatunkiem "militarno-industrialnym" sprawa ma
się nieco inaczej. Mimo iż nierzadko łączy się go ze sceną neofolk
(wspólne koncerty, portale internetowe, wytwórnie płytowe etc.),
to jednak brzmienie zasadza się tu na wojenno-przemysłowym
zgiełku, choć jest to oczywiście pewne przybliżenie. Korzenie
muzyki industrialnej tkwią w latach 70-tych XX wieku, kiedy to
działalność rozpoczęły takie grupy, jak magiczno-rytualne
THROBBING GRISTLE, postmodernistyczne
SPK
lub słynny zespół EINSTUERZENDE NEUBAUTEN,
w pierwszym okresie twórczości posługujący się takimi
instrumentami jak blaszane beczki, świdry i młoty pneumatyczne. W
ciągu następnych dwóch dekad muzyka industrialna rozwinęła się w
najrozmaitszych kierunkach, inspirując zarówno scenę rockową, jak
i grupy electro, techno lub japońskich twórców noise, tj.
morderczych ścian elektronicznego hałasu. Jeszcze inna ścieżka
powiodła industrial w kierunku estetyki historyczno-militarnej,
prowokującej rozmaitymi „niepoprawnymi politycznie” aluzjami i
odniesieniami. W skrócie: werble, fanfary, quasi-symfoniczne
partie syntezatorów, a wszystko to okraszone strzępami przemówień
politycznych, pieśni żołnierskich i zgrzytliwym hałasem - tego
możemy szukać w kompozycjach VON
THRONSTAHL,
DER BLUTHARSCH, TURBUND STURMWERK, DERNIERE
VOLONTE, A CHALLENGE OF HONOUR lub polskich projektów
DER KRIEG, NAWIA,
COLD FUSION
i
KRĘPULEC.
Jak
można się domyślić, wiele projektów muzycznych porusza się w
obrębie obu tych gatunków, nieraz łącząc je z jeszcze innymi
wpływami, co z jednej strony jest chwalebne, z drugiej – utrudnia
pracę miłośnikom szufladkowania i dopasowywania do schematów.

OK. Powiedzmy zatem,
że o dźwięku powiedzieliśmy, co wiedzieliśmy. Co z naszym
ukochanym messagem?
W skrócie: scena militarno-neofolkowa stanowi nader barwny i
niejednoznaczny konglomerat rrozmaitych nurtów
polityczno-filozoficznych, wśród których najmocniej wyróżniają
się: fascynacja magią, okultyzmem i wiedzą hermetyczną,
tradycjonalizm integralny wg wzorca barona Evoli, "konserwatywna
rewolucja" Ernesta Jungera i Oswalda Spenglera, swoisty mit
"Europy" jako szczególnej formacji kulturowej, zagrożonej przez
amerykanizm i UE, wreszcie neopoganizm na modłę nordycką, celtycką
lub słowiańską. A także, by było ciekawiej: libertynizm, nihilizm,
satanizm, rzymski katolicyzm... Uff, przystopujmy na chwil kilka.
Szczególnie, że jest także sporo twórców, dla których liczy się
niemal wyłącznie muzyka, a marszowo-wojenne dźwięki są dla nich
interesujące po prostu dla ich szczególnego nastroju i atmosfery,
w związku z czym ich image nie przekłada się na „ekstremistyczne”
i „niezwykłe” zapatrywania ideologiczno-filozoficzne.
ABRAKADABRA, HOKUS POKUS!
Tak, rytuały
magiczne, wiedza hermetyczna, rozliczne herezje, poganizm i gnoza
to znakomita pożywka dla sceny. Akurat w tym przypadku nie musimy
szukać daleko. Death In June, Current 93,
Fire+Ice, Sol Invictus, Sixth Comm – już w twórczości tych
zgoła esencjonalnych kapel wątki magiczne są wysunięte na pierwszy
plan. Jako rzecze sam Douglas Pearce, lider
DIJ:
"Myślę, że zawsze
interesowałem się okultyzmem. Nie czuję, abym miał w tej kwestii
jakikolwiek wybór. (...) Nigdy nie było tak, żebym przestał się
tym interesować. Pierwszą książką Crowleya, jaką przeczytałem,
była "Księga Prawa", którą w 1983 roku podarował mi David Tibet."
Początki
kariery muzycznej Pearce’a to lewacka kapela
CRISIS, blisko związana ze środowiskami trockistów.
Niemniej lata 80-te przynoszą „śmierć w czerwcu”, sztandarowy
projekt kontrowersyjnego wokalisty, projekt, który między innymi
emanuje odwołaniami do neopoganizmu i magii runicznej. Na ile
szczerze i z oddaniem, oceńcie sami:
"Myślę,
że należy być bardzo ostrożnym, mówiąc o rzeczach takich jak runy,
ponieważ najlepiej utrzymywana tajemnica ma najlepszą magię.
Jestem w służbie ich zmartwychwstania".
A także:
"Wierzę w
bogów, demony, anioły czy to pochodzące z naszej wewnętrznej
psyche, innego wymiaru, nieważne skąd. Słyszałem ich i widziałem
ich. Nawet czułem, że mnie dotykają. Są wyzwaniem i nie należy z
nich żartować. Obserwują uważnie czy ktoś jest odpowiedni."
DEATH IN JUNE
godne uwagi jest również ze
względu na różnorodność muzyczną: od kompozycji
quasi-industrialnych, epatujących hałaśliwymi zgrzytami i dronami,
przez piosenki w konwencji niemalże rockowej, po neofolk i
marszowy militarny industrial – jest to mieszanka iście wybuchowa.

Podobną
ewolucję muzyczną przechodził David Tibet, mózg projektu
CURRENT 93. Już w samej nazwie
uwidacznia się odwołanie do myśli Alisteira Crowleya, jednego z
najbardziej znanych magów XX wieku. Tibet nie krył w latach
80-tych swej fascynacji tą postacią, co więcej – jedna z płyt
C93 nosi jednoznaczny tytuł „Crowleymass”,
pobrzemiewa zresztą alternatywnym rockiem i electropopem. Mało
tego, był Tibet najmłodszym członkiem Ordo Templi Orientis, do
którego wstąpił już jako piętnastolatek. Nie wszyscy jednak
wiedzą, że w późniejszym okresie odszedł od systemu Thelemy i w
ogóle Crowleya, co przyznał choćby w wywiadzie dla magazynu FluX
Europa, udzielonym w roku 1997. Prowadzący wywiad posunęli się
wręcz do sugestii zmiany nazwy zespołu, która przecież kojarzy się
w sposób oczywisty, ale Tibet nie podjął takiej decyzji. Nagrywa
dalej, w coraz to różnych formach muzycznych – zaczynał od ostrego
industrialu, ale np. na przełomie stuleci wydał album
"Soft Black Stars" nagrany wyłącznie z
użyciem klawiszy i własnego głosu, jeśli nie liczyć drobnych
eksperymentów w wieńczącym płytę utworze. Tibet zwrócił się m.in.
ku buddyzmowi, mało tego: zdaje się, iż coraz mocniej inspiruje go
chrześcijaństwo, zresztą nigdy nie ukrywał swego szacunku dla
chorału gregoriańskiego – który przecież także ma swój
message. Już pod koniec lat 80-tych
Tibet przyznał, iż praktyki magiczne doprowadziły go do stanu
skrajnego wyczerpania podczas pobytu na Islandii.
Zdeklarowany działaczem neopogańskim jest natomiast Ian Read,
lider FIRE+ICE,
kapeli silnie czerpiącej
z magii runicznej i tradycyjnej muzyki europejskiej, szczególnie
skandynawskiej. Read wydaje magazyn „Chaos International” i
udziela się jako kapłan rytu Asatru, często także przemawia na
neopogańskich zjazdach i kongresach, podobnymi zajęciami para się
także liderka HAGALAZ
RUNEDANCE i cała
plejada neofolkowych artystów. Z kolei włoski
WUTANES
HEER nagrał płytę poświęconą badaniom alchemicznym.
A poza wzmiankowanym Crowleyem istotną postacią z kręgu magii i
okultyzmu, inspirującą neofolkowych i militarnych artystów, jest
niewątpliwie baron Julius Evola, któremu wytwórnia Eis und Licht
poświęciła całą płytę, z udziałem m.in.
ALLERSEELEN
i BLOOD
AXIS. Ten ostatni projekt to twór
Michalea Moynihana, amerykańskiego muzyka i dziennikarza,
eksplorującego najróżniejsze „tajemne” wątki – jest m.in. autorem
książki o skandynawskiej scenie black metal w kontekście afery
Vikernesa, para się także wydawaniem książek Nietzschego (Antychryst)
i właśnie barona Evoli (Men among the ruins).

Motywy pogańskie i magiczne są na scenie
neofolkowej i militarnej wszechobecne. Okładki płyt
TURBUND STURMWERK, DER
BLUTHARSCH, OSTARA, FORSETI (jest to imię jednego z nordyckich bogów),
licznych zespołów z kręgów Cold Meat Industry i dziesiątek innych
projektów posiadają jednoznaczną wymowę i symbolikę. Wilczy hak,
Odala, krzyż celtycki, swastyka – nierzadko znaki te zdobią oprawę
graficzną albumu. By wspomnieć chociażby: "Sun Dogs"
DIJ (cztery psie
głowy ułożone w kształt lewoskrętnej swastyki, w środku złączonej
kwiatem czerwonej różny), czy znaczek totenkopf, eksponowany
niemal na każdej płycie tejże kapeli.
Interpretowanie
zarówno okładek, jak i dźwięków, nie mówiąc już o tekstach,
prowadzi nas do drugiego wątku, a zwie się on
KONTROWERSJE POLITYCZNE
Już na pierwszy rzut
oka/ucha w muzyce militarnej wyróżniają się takie motywy
przewodnie, jak wojna, totalitaryzm, ludobójstwo, militaryzm, ale
także heroizm, elitaryzm, czy nawet mniej lub bardziej
„awangardowo” pojmowany konserwatyzm. Wszystko to prowadzi do
całej masy nieporozumień, które postaramy się tu – w miarę
możliwości i zapewne tylko częściowo – rozwikłać.

Bodaj pierwszą grupą
eksponującą wątek totalitaryzmu w naprawdę porażający sposób był
LAIBACH, dzielni Słoweńcy, prowokujący
marszową muzyką, uniformami, „dyktatorską” gestykulacją,
socrealistyczną oprawą koncertów, wreszcie: przetwarzaniem
popkulturowych hitów na monumentalne, epickie hymny (vide
Opus Dei, Dogs Of War, Final Countdown)
etc. LAIBACH budził swego czasu wiele kontrowersji, budzi
zresztą do dziś, jedno jest jednak pewne: ktoś, kto twierdzi, że
zespół ten jest faszystowski, nazistowski bądź stalinowski, ten
najprawdopodobniej głęboko się myli, a i tak jest to delikatne
określenie. Oczywiście muzycy LAIBACH
zaciemniają nieco sprawę, oficjalny reprezentant kapeli stwierdzał
niejednokrotnie, że twórczość kapeli nigdy nie będzie łatwa do
jednoznacznego zinterpretowania, prawda jest taka, że zespół ten
można wręcz zaliczyć do politycznie poprawnych, jeśli nie wręcz
liberalnych, a cała twórczość Słoweńców zdaje się być parodią i
potępieniem totalitaryzmu, choć zapewne zawiera się w tym także
pewna przewrotna fascynacja... A może wszystko to jest tylko
sceniczną pozą, komercyjnym image,
gwoli połechtania spragnionej przeżyć publiki – ocena należy do
słuchaczy...
Scena
militarna prowokuje i nasuwa skojarzenia już samym dźwiękiem.
Marszowe bębny, stukot podkutych butów, piorunująca symfonika (PUISSANCE,
VON THRONSTAHL), wreszcie: częste i gęste wplatanie
archiwalnych materiałów z relacji telewizyjnych, z kronik
filmowych, z III Rzeszy i Związku Radzieckiego (i wielu innych
źródeł) – to wszystko tworzy aurę rodem z pól bitewnych, parteitagów, pochodów pierwszomajowych i koszarowych ćwiczeń
(wystarczy posłuchać choćby materiału "Edelrost"
grupy KREUZWEG OST –
całość spokojnie mogłaby robić za soundtrack do jakiegoś
dokumentalnego widowiska historycznego). Spowodowało to
wytworzenie się wielu nieporozumień w interpretacji przesłania
poszczególnych artystów. Mało tego, dochodzi wręcz do żenujących
absurdów – mania zawodowych tropicieli „faszyzmu” (cokolwiek
miałoby to słowo, dość wyświechtane, znaczyć) owocowała
blokowaniem koncertów Douglasa Pearce’a i Albina Juliusa (DER
BLUTHARSCH), że nie wspomnę o jadowitych atakach na Josefa
Klumba i Raymonda P. (VON THRONSTAHL)
podczas występu na jednej z edycji Wave Gotik Treffen.

Wchodzimy tu na
grunt bardzo grząski. Z dwóch przyczyn: po pierwsze, jak to się
żartobliwie mówi, „co wiocha, to inne obyczaje”. Inaczej mówiąc:
różne kapele mają różne powody, dla których posługują się takimi,
a nie innymi środkami wyrazu. Trudno więc uogólniać, grozi to
bowiem wytworzeniem się kolejnych mitów i plotek. Po drugie:
należy oddzielić od siebie odmienne zjawiska i nie popełniać błędu
(lub, co gorsza, świadomej manipulacji, która jest typowa dla
niedouczonych pismaków), jakim jest wrzucanie do jednego worka
narodowego socjalizmu, konserwatyzmu, Nowej Prawicy, estetyki
militarnej, fascynacji heroizmem etc. Worek ten później szczelnie
się zawiązuje i opatruje etykietką „faszyzm”, co nie ma większego
sensu, jest jednak użyteczne dla fanatycznych kapłanów politycznej
poprawności i Nowego, Wspaniałego Świata.
Zacznijmy od tego, że – być może poza bardzo
nielicznymi wyjątkami – na scenie martial nie ma (być może –
jeszcze...) projektów o przesłaniu narodowo-socjalistycznym,
hitlerowskim etc. Spragnionych takich wrażeń odesłać należy raczej
do sceny R.A.C/NSBM. Faktem jednak jest, że motywy rodem z III
Rzeszy przewijają się w twórczości wielu projektów. Powody są
różne: czysto historyczny dokumentalizm, przewrotna fascynacja
zjawiskiem uwodzenia mas przez wodza, chęć potępienia zjawisk
uważanych za złe, bądź też doszukiwanie się w nich drugiego dna,
ukrytych wątków. Pod to ostatnie podpadają chyba niektóre
wypowiedzi Douglasa Pearce’a:
"Rola magii w Drugiej Wojnie była
bardzo ważna. To był powód jej istnienia".
Podobnie David Tibet, który pod szyldem C93 nagrał swego
czasu album "Hitler as a Kalki",
ewidentnie odwołujący się do koncepcji pani Savitri Devi,
okultystki i myślicielki, głoszącej iżby Adolf Hitler miał być
współczesnym wcieleniem Kalki – męskiej formy hinduskiego boga
zniszczenia. Wspomnieć warto także tytuł innej płyty
CURRENT 93 –
"Swastikas for Goddy"...
DEATH IN JUNE niejednokrotnie występowali w mundurach SS, a
korzystanie z symbolu trupiej główki wedle fasonu tej właśnie
organizacji, Pearce wyjaśnia tak: "Głowa śmierci (totenkopf)
używana przez oddziały SS została zaadoptowana przez nas z tych
samych powodów, z jakich oni to zrobili. To jest totalne
zobowiązanie. To mówi naszym wrogom, że nie będą tolerowani.
Dzisiaj być godnym, znaczy być brudnym. Mieć charakter i
przejmować się duszą, znaczy być traktowanym jak trędowaty,
odrzucony".
„Tajne” wątki Drugiej Wojny przewijają się
także w twórczości KREUZWEG OST, który
to projekt oficjalnie zresztą odcina się od radykalnych poglądów
politycznych, w tę lub inną stronę.
Wojna –
wojna w ogóle – jest motywem przewodnim w działaniach większości
artystów tej sceny. Twórczość takiego np.
TURBUND STURMWERK obfituje w aluzje do wojen światowych i
nie tylko, stąd częste samplowanie niemieckich pieśni żołnierskich
czy wszechobecne komendy i przemowy, połączone z industrialnym
zgiełkiem. Z kolei twórca belgijskiego A CHALLENGE
OF HONOUR wielokrotnie podkreślał, że jego
przesłanie jest antywojenne.
Przejdźmy do głębszego omówienia tych projektów, które emanują
przekazem jednoznacznym, a nieraz i radykalnym. Niewątpliwie
wybijają się tu projekty Josefa Marii Klumba, a wśród nich
postrach Antify ;-) – czyli VON
THRONSTAHL.
Klumb to ciekawa postać – startował w gotycko-punkowej kapeli
CIRCLE OF SIG-TIU, eksponującej m.in.
wątki okultystyczne, przewodził grupie
FORTHCOMING
FIRE, działał także w
WEISSGLUTT, zespole, który dotarł nawet do etapu współpracy
z Sony – i właśnie wtedy Klumb z nim zerwał, idąc własną drogą. W
wywiadach wiele razy podkreślał, że przeszedł w życiu długi szlak
ideowy, artystyczny i subkulturowy, by w końcu z tej szalonej
Odysei powrócić do Europy –
"tylko po to, by zastać ją
zbeszczeszczoną i zniszczoną".
Toteż od roku bodaj 1996 Klumb i
jego najbliższy współpracownik Raymond P. walczą ze współczesnym
światem za pomocą VT, co zaowocowało
kilkoma pełnymi płytami ("Imperium Internum",
"Bellum Sacrum Bellum",
"ReTurn Your ReVolt Into Style") i
niezliczonymi utworami na najróżniejszych składankach.
VON
THRONSTAHL reprezentuje – co przyznają
nawet przeciwnicy – wysoki poziom muzyczny, zespół gra zarówno
specyficzny rodzaj industrialnego rocka, jak i neoklasykę, neofolk,
czy nawet podszyte monumentalizmem elektroniczne beaty. Klumb bywa
oskarżany o najgorsze, jednak w istocie rzeczy jego poglądy można
streścić jako skrajnie konserwatywne, kontrrewolucyjne i
pro-europejskie (przy czym chodzi tu o Starą Europę, a nie o
Europę postrewolucyjną, liberalną).
"Wierzę w powrót Światła i
Prawdy"
– mówi Josef K. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która
odróżnia VT (i kilka pokrewnych kapel)
od dominującego nurtu na scenie:
"Innym określeniem używanym przez
naszych wrogów jest „klerofaszyzm”. By sprawa stała się
jasna przytoczmy słowa Klumba z wywiadu dla czeskiej „Narodni
Myslenki”:
"Potrzebujemy hardcorowego katolicyzmu. Lepiej
wierzyć w piekło i wieczne potępienie niźli w liberalizm i
demokrację".
W wywiadzie dla jednego
z włoskich zinów wyjaśnia, iż jego rzymski katolicyzm
(tradycjonalistyczny, bliski tzw. lefebvrystom) to nie tylko
kwestia wiary i prawdy, ale także stylu: jest to wedle Klumba
religia idealna dla zachodniego dandysa, idealnie dopasowana do
dobrej whisky, rękawiczek z czarnej skóry i dobrych papierosów.
"W istocie rzeczy chodzi tu o podobieństwo, łączące jezuitów z SS.
Może nie w kwestii treści – ale chodzi tu o ten sam aspekt
profesjonalizmu".
Podkreśla on również, że jego projekt to
sztuka, która ma być
"...skupiona na rzeczywistym dziedzictwie
europejskim, a nie na masonerii, anarchicznym dziedzictwie
fałszywej wolności, oznaczającym bezprawie i wykorzenienie.
VON THRONSTAHL powinien pokazać powrotną drogę do majestatycznej
dumy, podpartej trwałymi wartościami."
VT to
nie jedyny tak jednoznacznie ukierunkowany zespół. Wspomnijmy
choćby KRIEGSFALL-U z Węgier, który
wydał bardzo udaną, sprzedawaną także i w Polsce płytę, dedykowaną
ostatniemu królowi dynastii Habsburgów. Był nim Karol IV,
apostolski król Węgier, który zmarł na początku lat 20-tych. Nazwa
zespołu jest określeniem militarnej części planu politycznego
Karola, za pomocą którego chciał przywrócić monarchię habsburską i
wyeliminować z życia społecznego liberalną i socjalistyczną
opozycję. W wywiadzie (czy raczej – autoprezentacji) dla
francuskiego zina Heimdallr Węgrzy dokładnie opisują swoje
przesłanie – w istocie skupiają się bardziej na nim, niźli na
samej muzyce, którą określają jako „sakralny post-industrial”. Nie
trzeba chyba dodawać, że na płaszczyźnie religijnej madziarscy
kontrrewolucjoniści sytuują się w tym samym obszarze, co Josef K.
Specyficzny tradycjonalizm natury pogańskiej prezentował
TURBUND STURMWERK:
"...popieramy myślenie
i artystyczną ekspresję oparte na wierze
w wyższą rzeczywistość oraz w każdy wysiłek mający na celu
przezwyciężenie pseudo-racjonalistycznej filozofii i myślenia
linearnego..."
– chodzi tu zapewne o
linearną koncepcję dziejów, której przeciwstawić można koncepcję
czasu cyklicznego. Oraz:
"...Turbund Sturmwerk jest
projektem, który istnieje, by rozprzestrzenić „słodko-gorzką”
świadomość faktu, że stawiamy czoło czasom upadku i degeneracji...".
Widać w tym wyraźne wpływy myśli najradykalniejszego bodaj
reakcjonisty, barona Juliusa Evoli. Ale w muzyce
TURBUND STURMWERK przewijają się także
inspiracje Ernestem Jungerem, rzeźbiarzem Thorakiem oraz "ostatnim
samurajem" Yukio Mishimą - któremu poświęcony jest utwór
"HagaKure", które to słowo jest
tytułem księgi etyki samurajskiej. Znów soczysty cytacik z tego
samego wywiadu dla Last Sigh:
"P: Co
według was nauka Hagakure może dać współczesnym zachodnim
odbiorcom?

TS: Bycie
świadomym faktu, że Zachód - rzygając swym kulturowym brudem nad
światem dla osiągnięcia największych zysków - staje się awangardą
upadku. Chcemy zwrócić uwagę na to, że książka ta przede wszystkim
naucza znaczenia honorowej i wartościowej śmierci i tym sposobem
znaczenia samorozwoju poza poddawaniem się zgniłemu systemowi i
dekadenckiemu społeczeństwu". Swojej fascynacji Mishimą i
samurajami nie ukrywa także Douglas Pearce, a płytę poświęconą
temu autorowi nagrał niedawno włoski artysta
SKOLL, grający muzykę z pogranicza folkowej ballady i
rocka.
Gwoli
sprawiedliwości wspomnieć wypada także o zespole
MILITIA, który reprezentuje diametralnie
przeciwne przekonania, które określić można nie tylko jako
lewicowe, ale wręcz jako lewackie: od płaszczyzny gospodarczej po
społeczno-obyczajową. Wybijają się tu wątki lewicowe,
komunistyczne, ekologiczne etc. Przekonań liberalno-lewicowych nie
ukrywa także lider projektu GAE BOLG
AND THE CHURCH
OF FAND, który w wywiadzie dla Heathen Harvest
zaprotestował przeciw określaniu jego muzyki jako
„eurocentrycznej”.
Jednak w istocie rzeczy to właśnie mit
EUROPY
jest tym, co bardzo
mocno spaja scenę. Warto zwrócić uwagę na fakt, że największa
bodaj składanka neo-folkowa nosi tytuł nie inny, jak właśnie
"Looking for Europe"
(W poszukiwaniu Europy). Nie tak
dawno wyszła "Europa Aeterna", a
wcześniej "Notre Domicile est l’Europe".
Mit europejski jest bardzo silny w tej twórczości,
przewija się już od jej początków,
by wspomnieć słowa Tony’ego
Wakeforda (SOL INVICTUS):
"...Czuję się
Europejczykiem. Kontynent ten i jego kultura uczyniła na dobre i
złe to, kim jestem. Europę jednoczymy na wzór amerykańskiego
etosu, który charakteryzuje się ekonomią i mieszaniną wielu
narodowości ignorującą aspekty kulturowe i duchowe. Rezultatem
tego jest europejska wersja Ameryki, Zjednoczone Stany Europy.
Sądzę, że kapitalizm zastąpił nacjonalistyczną tyranię, która
posiadała chociaż swe korzenie. Mamy do czynienia z mentalnością
kupczenia. Nie jestem pewien czy istnieje jakakolwiek nadzieja na
przyszłość. Jednakże, coraz więcej ludzi zdaje się interesować
przeszłością, europejską kulturą i sztuką. Najlepszym rozwiązaniem
byłaby Europa podzielona na współpracujące ze sobą regiony
charakteryzujące się kulturowym zróżnicowaniem. Jeżeli jednak
mająca obecnie miejsce sytuacja nadal będzie się rozwijać, to
wolność jednostki i indywidualizm staną w obliczu zagrożenia ze
strony zcentralizowanego kolektywizmu...".
Douglas Pearce również nie pozostaje w tyle:
"...Dusza
Europy jest niczym najjaśniejsze ze słońc i najpełniejszy z
księżyców. Okazjonalnie chmury przesłaniają światło emanujące z
obydwu...".
A także:
"...Chciałbym myśleć, że kultura europejska
jest wystarczająco silna, aby oprzeć się gwałtownemu atakowi
biurokratów ze Strasburga i Brukseli starających się decydować
jaki smak chipsów ziemniaczanych powinniśmy jeść."
Josef Maria Klumb jest rzecz jasna jeszcze bardziej
jednoznaczny:
"Starożytna wiara chrześcijańska wraz z
korzeniami pogańskimi – razem, nie osobno! – jest w stanie powołać
Neuropę, prawdziwe Imperium, bo jeśli wrócimy do Boga, to i Bóg
wróci do nas".
Ten
motyw zagrożenia tożsamości Europy pobrzmiewa już w starej
piosence DIJ
"Death Of The West":
"Kręcą swój ostatni film / mówią, że będzie najlepszy / wszyscy
pomogliśmy im w tym / a zwać się będzie Zachodu Śmierć!"
Z
kolei wokalista i gitarzysta zespołu BLUE
HOUR
podkreśla:
"W moim odczuciu neofolk to muzyka ludzi
poszukujących wartości duchowych. Wielu spośród artystów z tego
kręgu próbuje poprzez muzykę zobrazować efekty swoich duchowych,
oraz tych skierowanych na zewnątrz, poszukiwań. Ich silne
przywiązanie do kultury Europy wydaje się decydującym dla całego
neofolkowego ruchu". Wypowiedź o tyle ciekawa, że muzyk ten
pochodzi z USA, podobnie jak zresztą wzmiankowany Moynihan, czy
Robert Taylor. Ten ostatni jest liderem CHANGES,
neopogańskiej kapeli, która jest o tyle ciekawa, że startowała w
latach 60-tych, a dopiero po niedawnej reaktywacji włączyła się w
życie sceny neofolk. Taylor też był odsądzany od czci i wiary
przez niektórych, a to m.in. za angażowanie się za młodu w ruch
milicji obywatelskich, organizacji, które w USA kojarzone są z
walką o wolność gospodarczą oraz konserwatywną obyczajowość.

Wyrazisty jest również przekaz francuskiej
grupy KAISERBUND, która – działając na tzw. scenie RIF (Rock
Identitaire Francoise) – poszła w stronę estetyki
techno, łącząc przekaz z elektronicznymi rytmami tanecznymi. Jeden
z członków grupy tak to wyjaśnił w wywiadzie dla polskiego magazynu
Phalanx:
"...Przeszłość powinna inspirować naszą
przyszłość. Żyjemy w epoce ciemności, której końca trudno
dostrzec. Muzyka elektroniczna wydaje
nam się najlepszym wektorem do wyrażenia tego. Przesłanie, które
próbujemy przekazać, miesza się z futurystycznym obrazem, by
podnieść mierność współczesnego zachodniego
społeczeństwa. Przyszłość, o której marzymy, nie jest niczym innym
jak rehabilitacją starego świata,
szlachetnego i tradycyjnego, połączonego z nowoczesnymi
technikami."
Ostatecznie temat Europy podsumowuje nieoceniony
Pearce:
"...Nad Europejczykami ciąży klątwa, która zmusza
ich do walki aż do śmierci. Żywi maszerują ręka w rękę z umarłymi,
ciągle mając tych samych przyjaciół, walcząc z odwiecznym wrogiem."
TRIBUTE
TO...
Zwyczajem stało się
chyba nagrywanie albumów tematycznych, poświęconych ruchom,
motywom i postaciom inspirującym scenę. Wytwórnia Neue Europaische
Kultur prezentuje m.in. składankę "Fidelis
Legio - Eine Erinnerung an den Kampf" poświęconą
legendarnemu Kapitanowi Corneliu Codreanu, rumuńskiemu
Wysłannikowi Archanioła. Występują tam projekty o
charakterystycznych nazwach: MARIENBURG JUGEND,
REPUBLIK AWAKE, LONDINIUM
SPQR, ENTRAIDE NATIONALE,
WARCOM. Z
kolei "Cavalcare de la Tigre" to hołd dla Juliusa
Evoli, a tytuł wzięty jest od jednej z jego książek. Na płycie
"Riefenstahl" grają m.in.
STALINGRAD, BELBORN i
SONS OF
EUROPE,
istnieje też składanka poświęcona imperatorowi Bonaparte.
VON THRONSTAHL nagrał wspólnie z THE DAYS OF
THE TRUMPET CALL album dedykowany Emilowi Cioranowi,
rumuńskiemu myślicielowi, przez pewien
czas związanemu z narodowo-radykalnym
Legionem Michała Archanioła. Szczególnym wydarzeniem było
wydawnictwo niemieckiego projektu VOX
LIBRII,
poświęcone Ernestowi Von Salomonowi,
aktywiście konserwatywnej rewolucji lat 20-tych, którego mowy
odczytywane są przy akompaniamencie neoklasycznej muzyki
wzbogaconej o dźwięki wojny. Konceptualnym wydawnictwem jest
również album "Winter Of Constantinople"
międzynarodowej
(brytyjsko-holenderskiej) grupy H.E.R.R. (Holy Europe / Rome
Reborn), poświęcony ostatniej obronie Konstantynopola przed
tureckimi najeźdźcami. Muzycy opisują swoją twórczość w
następujący sposób:
"To co robimy, to tchnięcie treści w pewne
obszary kultury i historii, czego rezultatem będzie nadanie im
życia i witalności, na które zasługują. (...) tworzymy nurt, który
– wraz z grupami takimi, jak choćby Von Thronstahl
– zaczyna sunąć przez Europę".
W wywiadzie
przeprowadzonym przez portal Heathen Harvest członek zespołu,
„narodowy anarchista” Troy Southgate, wyraża pogląd, iż:
"W
Europie bliźniacze przekleństwa amerykanizmu
i liberalnej demokracji pożerają duszę naszej
cywilizacji".
H.E.R.R. ma w
założeniu być jednym z ognisk oporu przeciw tym negatywnym
wpływom, oddziaływującym na ludzi poprzez
muzykę, ściśle związaną z przekazem tak tekstowym, jak i zawartym
w oprawie graficznej płyt.

A na lato 2006 Josef Maria Klumb planuje
składak „Credo in unum Deum”,
prezentujący kapele inspirujące się chrześcijaństwem, takie jak
VT, LONSAI MAIKOV, ROSE
ROVINE E AMANTI,
PARZIVAL, THE
DAYS OF THE TRUMPET CALL czy
THORN AGRAM.
Warto
jeszcze wspomnieć o składance "Za Dom - spremni!" (Dla
Ojczyzny - gotowi), poświęconej m.in. sprawie chorwackiej.
Oczywiście udział wziął Douglas Pearce, w sprawę tę silnie
zaangażowany.
Jak więc
widać – i słychać –
działalność rozwija się, idzie do przodu. Pomysł konceptualnych
płyt, szczególnie składanek dedykowanych konkretnym postaciom
i zjawiskom, wydaje się być nader intrygujący, warto by go
może zastosować w Polsce (zresztą szykuje się składanka poświęcona
Narodowym Siłom Zbrojnym, na której znajdzie się także i co nieco
w klimacie industrialnym...).
OUTRO
Jak zapatrywać się
na tę coraz prężniejszą scenę? Największym zagrożeniem, od którego
trudno się całkiem w tych czasach uwolnić, jest zapewne
komercjalizacja i spłycenie, pójście w stronę kolejnej
młodzieżowej subkultury, opartej na gadżetach, kulcie „idoli”, paramilitarnych
ubraniach etc. Należy jednak zaznaczyć, że w przypadku
sceny neofolkowo-miltarnej takie tandetne "gadżeciarstwo" ma
znacznie mniejszy zasięg niż choćby w takim metalu, punk-rocku czy
faszyzującym R.A.C., że o gwiazdach pop nie wspomnę.
Jeszcze
jedno: można często spotkać się z sugestiami, jakoby warstwa
pozamuzyczna była zgoła nieistotna, a elementem ważnym była
jedynie muzyka. Można usłyszeć, iż nie należy „politykować” i
„nawracać”, że nie jest dobrze, gdy za dużo się gada, a za mało
gra. Jednak moim zdaniem nie jest dobrym pomysłem ignorowanie
tego, co autorzy dzieła mają nam do powiedzenia. Równie dobrze
możnaby traktować książki wyłącznie jako zbiory mniej lub bardziej
estetycznie złożonych zdań i słów, gdy przecież oczywistym jest,
że czytamy po to, by nad czymś się zastanowić, by czegoś się
dowiedzieć, by wyrobić sobie opinię na jakiś temat. W przypadku
muzyki jest analogicznie. Szczególnie, że tak czy inaczej każdy z
nas jakiś tam obraz świata, jakieś poglądy (niekoniecznie
polityczne, ale np. filozoficzne lub wyrażające stosunek do
religii, historii etc.) posiada. Nigdy nie jest tak, że wymyślamy
je sami od podstaw, zawsze – świadomie lub nie – czerpiemy z
różnych źródeł. Oczywiście budowanie obrazu świata wyłącznie na
tekstach piosenek (w nieunikniony sposób skrótowych i
uproszczonych) nie jest może do końca sensowne, ale przecież nie
zaszkodzi, by były one pewną pomocą. A poza tym – jest to także
pewna, mam wrażenie, uczciwość i grzeczność wobec tych wszystkich
dzielnych „muzykantów”, co to strzępią sobie języki i budują
mozolnie image również po to, by dać nam czasem do myślenia.
Czasem, jak wykazaliśmy, ten aspekt twórczości jest dla nich
niemal równie ważny, jak dźwięk.
Nie
należy zresztą przeceniać ideowego ładunku muzyki i jej
oddziaływania w tym względzie. W istocie większość twórców tego
nurtu wydaje się odżegnywać od stricte politycznych
powiązań i partyjnych sympatii. I dobrze, bo nikomu nie wyszłoby
na dobre, gdyby wartościowi muzycy stali
się pionkami w machinacjach rozlicznych partii, klik, sekt etc.
Lepiej, gdy zarówno zespoły, jak i niewielkie wydawnictwa są
niezależne i robią swoje, a nam pozostaje wówczas tylko słuchać,
słuchać i słuchać. Bo warto.

Adam Witczak,
atwt@poczta.onet.pl
|
|